Powiedzenie „kontrola najwyższą formą zaufania” (lub „ufaj, ale sprawdzaj”) jest najczęściej przypisywane Józefowi Stalinowi. Choć zdanie to stało się symbolem totalitarnej doktryny, w dobie pracy zdalnej znów zyskuje na znaczeniu. I nie chodzi tu o terror, a o pragmatyzm pracodawcy.
Szef ma prawo kontrolować. Wynika to z samej istoty stosunku pracy – pracownik wykonuje pracę określonego rodzaju na rzecz pracodawcy i pod jego kierownictwem oraz w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę. W praktyce oznacza to możliwość weryfikowania sposobu wykonywania pracy, organizowania jej przebiegu oraz reagowania na nieprawidłowości. To pracodawca ponosi ryzyko prowadzonej działalności, a więc ma uzasadniony interes w sprawdzaniu, czy jego pracownicy prawidłowo realizują powierzone im zadania.
Znacznie więcej wątpliwości pojawia się jednak przy określeniu granic dopuszczalnej kontroli. Jej celem nie powinno być rozszerzenie nadzoru ponad rzeczywiste potrzeby, lecz stworzenie przejrzystych reguł współpracy, które łączą interes organizacji z komfortem i autonomią zatrudnionych.
Kontrola bywa nieodzowna. To narzędzie, które – w zależności od sposobu użycia – może wzmacniać bezpieczeństwo organizacji albo podważać zaufanie wewnątrz niej. A w dłuższej perspektywie to właśnie zaufanie, a nie kontrola, okazuje się cennym kapitałem pracodawcy.
Więcej na temat kontroli, nie tylko pracy zdalnej, można przeczytać w artykule pt. „Granice kontroli pracownika w zakładzie pracy”.
Czytaj więcej:
Kluczowe znaczenie ma transparentność działań oraz właściwe uregulowanie zasad kontroli w aktach wewnętrznych. Pracownik powinien mieć świadomość,...
Pro
Zapraszam do lektury Tygodnika Kadrowych!