Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jakie przewoźnicy wznowili loty repatriacyjne i do których krajów?
  • Które planowane loty zostały odwołane i jakie są potencjalne zmiany w rozkładach lotów?
  • Dlaczego Europejska Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego rekomenduje wstrzymanie podróży do pewnych regionów?
  • Jakie są aktualne ograniczenia ruchu lotniczego na lotniskach w Dubaju?
  • Jaki wpływ mają obecne zakłócenia na globalną mapę połączeń lotniczych?
  • Jakie wyzwania stoją przed organizatorami lotów repatriacyjnych i ewakuacyjnych?

Według informacji biura prasowego warszawskiego Lotniska Chopina w planach był jeszcze rejs Emirates z Dubaju do Warszawy, ale został odwołany. Planowany, choć jeszcze niepotwierdzony, jest wieczorny rejs flydubai z Warszawy do Dubaju. Nadal odwołane pozostają jednak rejsy Emirates, Qatar Airways i Air Arabia do Dubaju, Dohy i Szardży – łącznie osiem połączeń. Sytuacja może się jednak jeszcze zmienić.

Czytaj więcej

Lotniczy chaos na Bliskim Wschodzie. Pasażerowie zamknięci w złotych klatkach

Z kolei w nocy z poniedziałku na wtorek przyleciał czarter z omańskiego Salalah, który po drodze zatrzymał się w egipskim Marsa Alam. Oczekiwany jest także kolejny rejs czarterowy czeskich linii Smartwings, również z Salalah, z międzylądowaniem w Hurghadzie.

Europejczycy powinni wstrzymać się z lotami przynajmniej do końca tygodnia

Na razie linie wykonują loty przebazowujące samoloty, repatriacyjne oraz techniczne. To, dlatego nadal na płycie Lotniska Chopina stoją maszyny należące do Emirates, Qatar Airways i Etihadu.

Loty rozkładowe – i to w bardzo ograniczonej liczbie, zależnie od sytuacji – mają zostać wznowione najwcześniej w środę, 4 marca. Przynajmniej do 6 marca na bliskowschodnich lotniskach nie pojawią się przewoźnicy europejscy – taka jest rekomendacja Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa Lotniczego. Rekomendacja ta nie obejmuje Omanu, dlatego europejskie linie nadal mogą tam lądować.

Czytaj więcej

Polka z Rijadu dla „Rzeczpospolitej”: Cieśnina Ormuz zamknięta? Saudyjczycy i Emiraty mają alternatywę

Agencja zarządzająca lotniskami w Dubaju poinformowała, że wydała zgodę na „ograniczoną liczbę” rejsów startujących z Dubai World Central Airport oraz Dubai International Airport. W tej samej informacji dodano jednak, że pasażerowie nie powinni nawet próbować planować podróży, dopóki nie skontaktuje się z nimi przewoźnik i nie poda dokładnej daty oraz godziny wylotu. Tylko w takiej sytuacji powinni udać się na lotnisko.

Wiadomo, że wyloty będą odbywały się na zasadzie: „im wcześniejsza rezerwacja, tym szybszy odlot”.

Konflikt na Bliskim Wschodzie. Samoloty nadal zawracają

Lotów byłoby więcej, gdyby nie bardzo niepewna sytuacja na emirackich lotniskach. We wtorek, 3 marca rano, dwa samoloty Etihadu wracające z Mumbaju do Abu Zabi zostały przekierowane na lotnisko w omańskim Maskacie, a maszyna Emirates lecąca do Dubaju z Mumbaju zawróciła na lotnisko wylotu.

– Irański konflikt i wynikające z niego zakłócenia ruchu lotniczego są skoncentrowane w naszym regionie, ale ze względu na rolę, jaką porty Zatoki odgrywają w ruchu przesiadkowym wschód–zachód, efekt tych turbulencji jest znacznie szerszy – tłumaczył w katarskiej stacji Al Jazeera Tony Stanton, dyrektor w firmie analitycznej rynku lotniczego Strategic Air.

Odwołane loty na Bliskim Wschodzie

Odwołane loty na Bliskim Wschodzie

Foto: PAP

Jego zdaniem obecny kryzys na rynku lotniczym potrwa przynajmniej kilka tygodni, a cała branża lotnicza w tym regionie będzie odczuwać jego skutki znacznie dłużej. Chodzi o to, że kluczowe połączenia, takie jak niektóre trasy europejskie i indyjskie, mogą stać się nie do utrzymania. – Jesteśmy w tej chwili w momencie wielkiego resetu na mapie połączeń. Niektóre trasy mogą nigdy nie wrócić, osłabnie rola hubów przesiadkowych, a ruch przeniesie się na alternatywne lotniska i trasy, które będą mniej problemowe – mówił Tony Stanton.

Jak na razie bilans tych „turbulencji” jest ogromny. Według statystyk Cirium od soboty, 28 lutego, odwołano 11 tysięcy lotów do krajów Zatoki Perskiej. Kolejne rządy rozważają uruchomienie rejsów repatriacyjnych. Na trzech najważniejszych lotniskach w krajach Zatoki ugrzęzło ok. 30 tys. obywateli różnych państw. Kilka tysięcy znajduje się na pokładach wycieczkowców cumujących u wybrzeży Dubaju. Ich ewakuacją ma zająć się biuro podróży TUI, ponieważ są jego klientami.

Planowanie lotów repatriacyjnych też jest trudne

Niemiecki minister spraw zagranicznych Johann Wadephul poinformował, że rząd w Berlinie wyśle czartery do Arabii Saudyjskiej i Omanu. W pierwszej kolejności mają zostać ewakuowani podróżni z małymi dziećmi oraz osoby z niepełnosprawnościami.

Jeden ewakuacyjny samolot Lufthansy wylądował także w Abu Zabi, ale wrócił do Monachium „na pusto”. Na miejscu okazało się, że personel pokładowy był niekompletny i ze względów bezpieczeństwa rejs nie mógł przyjąć pasażerów. – Próbowaliśmy skompletować załogę, ale okazało się to niemożliwe. A dla nas bezpieczeństwo lotu jest priorytetem – powiedział przedstawiciel linii w rozmowie z AFP.