Podwyżki cen prądu zasiały niepokój w samorządach. Drożeje energia zasilająca tramwaje oraz elektryczne autobusy. – Przez ostatni rok koszty, które ponosi MPK w Krakowie na zakup energii elektrycznej, wzrosły o ok. 30 proc. – podlicza rzecznik prasowy MPK w Krakowie Marek Gancarczyk. Kutno szacuje, że cena energii elektrycznej w 2021 roku w porównaniu do roku 2020 podrożała o 17,5 proc. i w 2021 roku budżet MZK zostanie przekroczony. 

Samorządy pokryją deficyt

Przedstawiciele Kutna zastrzegają, że ewentualny deficyt będzie określony po rozliczeniu rocznym oraz po wykonaniu audytu wypłaconej w 2021 r. rekompensaty dla MZK. Ewentualne wyrównanie rekompensaty dokonane zostanie w 2022 r. 

Przewoźnicy są wykonawcą samorządowych zleceń. – MPK SA w Krakowie wykonuje usługę transportową na podstawie umowy z Gminą Miejską Kraków. To Gmina decyduje o wielkości zlecanej przewoźnikom pracy przewozowej, a tym samym o środkach finansowych jakie są na to przeznaczane – przypomina rzecznik MPK Kraków. 

Miasta spodziewają się w 2022 roku kolejnych podwyżek cen prądu. Cenniki, które otrzymały niektóre samorządy są nawet o 90 proc. wyższe od tegorocznych. 

Drożeje nie tylko prąd, w kolejnych dniach padają rekordy cen paliw kopalnych jak olej napędowy i gaz ziemny. – Cena energii będzie rosła, a co do oleju napędowego i gazu to mamy nadzieję, że to okresowe, cykliczne wahania. Może za 10 miesięcy spadną, ale inflacji towarzyszy osłabienie złotego, zatem ceny paliw w złotówkach pozostaną już i tak wyższe – przypuszcza Marcin Żabicki z Izby Gospodarczej Komunikacji Miejskiej. 

Koniec rynku autobusów elektrycznych?

Wszyscy europejscy producenci autobusów przygotowali modele z napędem elektrycznym. Lider tego rynku, podpoznańska spółka Solaris Bus & Coach podała podczas październikowych targów transportu zbiorowego Transexpo w Kielcach, że 44 proc. pojazdów jej produkcji ma napęd elektryczny. 

Zatem czy horrendalne ceny energii spowodują odwrót samorządów od elektrycznych autobusów? – Rosnące ceny elektryczności nie spowolnią rynku. Specjaliści przewidują, że ceny elektryczności zmaleją po kilku miesiącach. Kopalne paliwa też zdrożeją i jest to niepowstrzymane, ceny będą jeszcze wyższe – uważa członek zarządu Solaris Bus & Coach Petros Spinaris. 

Również Żabicki uważa, że rosnące ceny energii elektrycznej nie zniechęcą miast do inwestycji w elektryczne autobusy. – Od dawna komunikacja miejska jest forpocztą nowoczesności. Nie ma planów oraz deklaracji, aby zrezygnować z tej drogi. Także regulacje unijne wymuszają parytety zakupów autobusów zeroemisyjnych. To powody, dla których trudno wyobrazić sobie zawieszenie zakupów elektrycznych autobusów – wymienia Żabicki. 

Zastrzega, że inwestycje będą zależały od dostępności funduszy na zakupy. – Elektryczne autobusy kupowane są za pieniądze unijne, a nie własne samorządów. Nie wiemy czy te unijne dopłaty ostatecznie zmaterializują się – zastrzega przedstawiciel IGKM. 

Wskazuje, że żadne miasto nie decyduje się na zakup autobusów wyłącznie elektrycznych lub gazowych. Potrzebna jest różnorodność źródeł napędu, bo ona zapewnia bezpieczeństwo energetyczne. 

Alternatywa też za dopłaty

Żabicki zauważa, że jest alternatywa dla e-busów. – Od kilku lat jest nią gaz ziemny. Wiele krajów i miast rozwija komunikację w oparciu o autobusy CNG, ponieważ traktowane jest jako paliwo pomostowe. Szansą jest także biogaz, jednak w polskich warunkach (m.in. w KPO czy FENiKSIE) nie ma przekrojowych projektów dla dofinansowania, a są to rozległe zadania. Wyzwaniem jest ich interobszarowość funkcjonalna: począwszy od gospodarki śmieciowo-środowiskowej, poprzez instalacje przetwarzania, magazynowania i przesyłania a skończywszy na specjalnym taborze i infrastrukturze do tankowania. Może świadomość konieczności realizacji projektów w zakresie tzw. gospodarki obiegu zamkniętego pojawi się w nowej perspektywie unijnej – zastanawia się Żabicki. 

Samorządowcy nie są jednak pewni czy unijne programy obejmą Polskę. Ich niepokój rośnie także z powodu presji płacowej. – Załamały się budżety samorządowe, będą cięcia wydatków: mniej autobusów lub wozokilometrów. Zmaleje częstotliwość jazd i wpływy z biletów. Koledzy z troską i przerażeniem mówią o przyszłości – przyznaje Żabicki.