W środę 16 września cena hurtowa Orlen Ekodiesel wyniosła 7489 zł za metr sześcienny i w jeden dzień wzrosła o 15,7 proc. Licząc od początku 38. tygodnia roku dynamika podwyżek sięgnęła 22,3 proc. – Gwałtowny wzrost cen paliw wywraca cały model funkcjonowania firm transportu drogowego – ostrzega Jan Buczek, prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych (ZMPD).
Sytuację ratują nieco klauzule paliwowe, które pozwalają na automatyczny wzrost cen frachtu, skorelowany ze wzrostem cen paliw. – Klauzule paliwowe coraz częściej mają tygodniowy okres rozliczeniowy, co jest pokłosiem lutowych podwyżek cen. Wówczas część firm wynegocjowała skrócenie okresu rozliczeniowego z miesięcznego na tygodniowy. Jednak przy tym tempie zmian cen możliwe, że okres powinien być jeszcze krótszy – przypuszcza Karol Rychlik, członek zarządu ZMPD.
Klauzule paliwowe nie są jednak uniwersalnym narzędziem. Buczek wskazuje, że w wielu przypadkach przewoźnicy nie mają możliwości otrzymania rekompensat od zleceniodawców. – Pośrednicy przechwytują wszystkie podwyżki i firmie transportowej zostaje kwota pokrywająca bezpośrednie koszty działalności. Nie jesteśmy w stanie tak funkcjonować i apelujemy do rządzących o rozmowy o przyszłości polskich przewoźników – dodaje prezes ZMPD.
Wśród firm rośnie zainteresowanie kierunkiem hiszpańskim. – Kiedyś w Luksemburgu były tanie paliwa i tam nasi kierowcy tankowali. Teraz firmy starają się zajechać do Hiszpanii, bo jest tam najtańsze paliwo – tłumaczy Rychlik. Z danych IRU (Międzynarodowej Unii Transportu Drogowego – red.) wynika, że litr ON kosztuje tam w detalu 1,885 euro, gdy w Polsce 8,89 zł. Portal e-Petrol podaje 1,81 euro (7,82 zł), gdy w Polsce cena litra ON wyniosła 8,75 zł.
Komunikacja autobusowa
Niepokoją się także przewoźnicy autobusowi. – Sytuacja jest podbramkowa, niektórzy przewoźnicy mają umowy z samorządami z klauzulami waloryzacji stawek, ale nie wszystkie przedsiębiorstwa o to zadbały – przyznaje Mieczysław Marosz, dyrektor biura Polskiej Izby Gospodarczej Transportu Samochodowego i Spedycji.
PKS Polonus w Warszawie ma umowę z ZTM z kwartalną klauzulą paliwową. – To ratuje sytuację, ale w przewozach dalekobieżnych, wykonywanych na nasze ryzyko, będziemy musieli ruszyć cenę (biletów – red.). Do końca roku wytrzymamy, jeśli ceny paliwa nie przekroczą 10 zł za litr – szacuje prezes PKS Polonus Piotr Smogorzewski.
Przewoźnicy mówią krótko: sytuacja jest beznadziejna. – Ludzie muszą jeść, a fabryki funkcjonować, więc czynny być musi transport, jednak dla niego to newralgiczny moment. Nie wszędzie uda się podnieść ceny przewozów i transport będzie musiał pokryć rosnące koszty z własnych kapitałów. Usługi transportowe wykonywane są na zlecenie różnych podmiotów, mamy linie komercyjne, szkolne. Nie możemy też zapominać, że znaczną część kosztów funkcjonowania pokrywają bilety. Powinniśmy podnieść ich ceny o 20 proc., ale to jest nie do zrobienia. Samorządy nie mają pieniędzy i zastanawiamy się, co z tym zrobić – przyznaje prezes zarządu PKS Nova Wojciech Sienicki.
PKP Białystok jest spółką publiczną i straty spowodowane podwyżkami paliw będą większe. – Ktoś będzie musiał je pokryć lub zlikwidować spółkę. Tego raczej nikt nie zrobi, bo komunikacja jest niezbędna, zatem państwo w różnych formach będzie musiało przejąć buforowanie. My cen usług nie zwiększymy i z dnia na dzień nie zmienimy zapisów kontraktowych – wskazuje Sienicki.
Dodaje, że firm nie interesuje CPN. To jest program dla indywidualnych odbiorców, dla transportu ciężarowego i profesjonalnego pasażerskiego VAT jest neutralny.
Prezes Raf-Trans Rafał Jańczuk alarmuje, że nie jest w stanie nadążyć za podwyżkami cen paliw. – Nasz biznes się nie spina, nie ma sensu jeździć. Jedziemy, żeby jechać. Dokładamy, żeby zrealizować przejazdy, a klienci nie godzą się na nagłe podwyżki cen – wyjaśnia Jańczuk.
Marosz szacuje, że przewoźnikom starczy pieniędzy może na miesiąc, może na kwartał. – Przez ten czas będą kupować paliwo za własne fundusze, ale jeśli nie będzie dopłat samorządów, to komunikacja stanie – przewiduje dyrektor biura PIGTSiS.
Zapasy na kilka tygodni
Niektórzy straszą, że paliwo będzie po ponad 10 zł za litr i może wręcz go zabraknąć. – Nie ma jak robić zapasów, przewoźnicy prowadzą publiczne stacje i przechowywane w nich paliwo jest w bieżącym obrocie. Zapasy kosztują i nie ma na nie pieniędzy – dodaje Marosz.
Sienicki szacuje, że zapasy starczą na tydzień, dwa. – Tankujemy na bieżąco, a na robienie zapasów nie mamy pieniędzy, zbiorników ani takiej strategii. Po to jest system zaopatrzenia w paliwa, aby to wszystko działało – przekonuje prezes PKS Nova.
Smogorzewski wyjaśnia, że od początku kłopotów z ON jego firma utrzymuje pełne stany zbiorników. – Mamy zapas na miesiąc, ale więcej magazynów nie mamy. W braku dostaw przygotowaliśmy plan rezygnacji z obsługi linii – zaznacza prezes PKS Polonus.
Podobnie działają firmy transportu drogowego ładunków. – Firmy mające własne zbiorniki starają się mieć maksymalny zapas, ale nic ponadto – zastrzega Rychlik.