Firmy transportowe oceniły swoją sytuacją najsłabiej wśród wszystkich badanych branż barometru EFL. Ich subindeks wyniósł tylko 47,3 pkt., czyli o 6,5 pkt. mniej niż w poprzednim kwartale. Jest to nie tylko najsłabszy wynik dla transportu w historii pomiaru (czyli od stycznia 2015 roku), ale również najniższy, biorąc pod uwagę wszystkie badane branże. Do takiego rezultatu przyczyniły się przede wszystkim prognozy dotyczące inwestycji. Tylko 8 proc. firm transportowych liczy na ich wzrost (w II kwartale br. 22 proc.) – najniższy wynik wśród wszystkich sześciu branż, podczas gdy ich spadku spodziewa się aż 28 proc. przedsiębiorców. Mniej niż w poprzednim pomiarze jest również sprzedażowych optymistów – niecałe 29 proc., podczas gdy w drugim kwartale było ich prawie 38 proc. – Martwią nas przede wszystkim firmy transportowe, które coraz mocniej zaciągają hamulec – przyznaje wiceprezes leasingowej firmy EFL Radosław Woźniak.
ZOBACZ TAKŻE: WIDEO | Liderzy branży TSL chcą rozmawiać o sukcesach i problemach
Wskazuje na duży spadek rejestracji. Z danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego wynika, że lipcowe rejestracje ciągników samochodowych były mniejsze o niemal 20 proc. w stosunku do analogicznego miesiąca 2018 roku. W przypadku naczep spadek sięgnął 19 proc. Jednak przewoźnicy nie narzekają na brak pracy. – Popyt na przewozy utrzymuje się na wysokim poziomie – zapewnia współwłaściciel łosickiej firmy transportowej Janex Jan Oleksiuk. Sytuacja dobrze wygląda również w portach, gdzie przeładunki kontenerów w pierwszej połowie roku wzrosły o 9 proc. – Dynamika jest mniejsza niż w poprzednich latach, gdy wzrosty były dwucyfrowe, ale na europejskim tle wypadamy bardzo dobrze – uważa przewodniczący Polskiej Izby Spedycji i Logistyki Marek Tarczyński.
fot. AdobeStock
Za to wyraźny wzrost przeżywa segment kontenerów chłodniczych. Do tego stopnia, że eksperci obawiają się wystąpienia wąskich gardeł związanych z przepustowością. – Kontenery chłodnicze są sprzętem specjalistycznym i nie zawsze dostępnym w ilościach, które mogą interesować klientów. W okresach szczytów załadunkowych dostępność staje się wręcz limitowana, a czas oczekiwania na kontener chłodniczy znacznie wydłuża się – opisuje sytuację szef spedycji morskiej Europy Północno-Wschodniej w DB Schenker Bartosz Wilczyński. Dodaje, że branża spodziewa się, że kontenery chłodnicze zastąpią droższe w przewozach chłodnicowce.
Powodów do niepokoju nie widać także na rynku magazynowym. – Rok 2019 zapowiada się na kolejny z serii bardzo udanych. Pewne wahania kwartalne wynikają z dużych, spektakularnych transakcji najmu takich gigantów jak Amazon czy Zalando – tłumaczy szefowa powierzchni przemysłowych w M4 Real Estate Monika Duda. Podkreśla, że podaż nowej powierzchni magazynowej podąża za popytem. – Dowodem na to jest bardzo niski, w ujęciu globalnym, procent powierzchni wolnej, czekającej na najemców – zaznacza Duda.
CZYTAJ TAKŻE: Skąd brać kierowców?
Dodaje, że większość powierzchni magazynowych zlokalizowana jest na pięciu największych rynkach: Warszawie i okolicach, Polsce centralnej, Górnym i Dolnym Śląsku oraz Poznaniu. Sama Warszawa i okolice to ponad jedna trzecia całkowitej podaży nowoczesnych magazynów. – W logistyce lokalizacja ma pierwszorzędny wpływ na ponoszone koszty i dostęp do rynków docelowych. Jednak coraz większego znaczenia nabiera dostęp do pracowników. Stąd ostatnio zauważalny jest wzrost zainteresowania ośrodkami miejskimi, które są dobrze skomunikowane i charakteryzują się dużym potencjałem rynku pracy – Bydgoszcz, Szczecin, Trójmiasto czy Rzeszów – sygnalizuje Duda.