Zdaniem eksperta GBox z Grupy Inelo Tomasza Czyża, Ukraina i Białoruś to dwa wiodące kraje, z których do Polski przyjeżdżają kierowcy. Na kolejnych miejscach jest Gruzja, a nawet Nepal, Wietnam i Indie. Firmy, w których niekiedy 100% załogi to obcokrajowcy można najczęściej spotkać przy zachodniej granicy z powodu dużego odpływu polskich kierowców do Niemiec – tłumaczy Czyż. 

Polscy pracownicy są w starej Unii pożądani nie tylko ze względu na kompetencje. Jak wynika z raportu Komisji Europejskiej z 2021 roku, koszty zatrudnienia kierowców z Zachodu są aż o 179% wyższe niż kierowców ze Wschodu. Co prawda przewiduje się, że do 2023 roku koszty te mają spaść, ale spodziewana różnica ma wciąż wynosić aż 171%. 

Producent systemów telematycznych do samochodów ciężarowych GBOX podaje, że w pojazdach monitorowanych przez jego sprzęt jeździ prawie 7 tys. Ukraińców. Na podstawie danych rejestrujących informacje o nowym kierowcy wynika, że wzrost zatrudnienia następuje zazwyczaj pod koniec roku – czyli wtedy, kiedy Polacy masowo zamawiają prezenty świąteczne.

Od kwietnia 2021 roku w Polsce łatwiej zatrudniać zagranicznych kierowców. Właściciele firm transportowych nie muszą uzyskiwać od starosty potwierdzenia, że w bazie lokalnego urzędu pracy nie ma potencjalnych pracowników o pożądanych umiejętnościach. – Samo przejście na zatrudnienie tylko kierowców ze Wschodu nie było decyzją tu i teraz, ale stopniowym procesem. Od pewnego czasu zmniejszała się liczba polskich pracowników, którzy zaczęli wyjeżdżać na Zachód. Kierowcy z Ukrainy czy Białorusi po czasie ściągali do mojej firmy znajomych, polecając pracę, warunki czy sprzęt, którym się jeździ. I tak naturalnie w ciągu trzech lat 90% załogi zaczęli stanowić kierowcy ze Wschodu – szacuje przedstawiciel PPJ Logistics Michał Pahl. 

Z danych Biura Transportu Międzynarodowego wynika, że na koniec 2020 roku urząd wydał ponad 67,3 tys. świadectw pracy kierowcy dla obywateli zagranicznych państw. Najwięcej pracowników przyjechało z Ukrainy (blisko 49 tys.) i z Białorusi (ponad 15,3 tys.). To dzięki nim na 25 tysięcy kierowców rezygnujących z zawodu do branży wchodzi 35 tys. nowych. 

Obywatele polscy coraz rzadziej zainteresowani są pracą za kółkiem. – Nie jest to praca dla każdego, ponieważ nie wszyscy mają predyspozycje do kierowania dużymi pojazdami. Winna jest też słaba infrastruktura. Ciężarówki w trasie nie mają gdzie parkować, a same miejsca postojów i odpoczynków nie mają często żadnego zaplecza sanitarnego i gastronomicznego. Myślę, że młodych ludzi może odstraszać też wizja wyjazdów na 2-3 tygodnie i życie w kabinie ciężarówki daleko od rodziny – tłumaczy Czyż.