Rano w Świecku korek ciężarówek na wjazd do Polski ciągnął się 10 kilometrów. Kierowcy muszą podawać adresy za- i wyładunku, adres firmy, każdej osobie badana jest temperatura ciała. 15 marca na kierunku do Polski funkcjonariusze skontrolowali 24,4 tys. osób, z czego 9,9 tys. na granicy zewnętrznej, a 14,4 tys. na granicy wewnętrznej.
Straż Graniczna podała, że na granicy z Niemcami, Czechami i Litwą czas oczekiwania na przejazd może przekraczać w niektórych przejściach 5 godzin. – Opóźnienia na granicy bardzo utrudniają przewozy drogowe, zwłaszcza te w reżimie dokładnie na czas – stwierdza prezes zarządu spółki Eurotrans Karol Rychlik.
Uważa, że byłoby dobrym posunięciem, aby Bruksela na czas pandemii łagodniej potraktowała regulacje czasu pracy kierowcy, pozwalając na jego wydłużenie.
Czytaj więcej w: Blokady granic dla ciężarówek
Zrzeszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych zwróciło się do Ministerstwa Infrastruktury z wnioskiem o elastyczne podejście do kwestii kontroli czasu jazdy, a także odstąpienie na czas trwania epidemii koronawirusa od karania kierowców za odbiór regularnego tygodniowego odpoczynku w kabinie pojazdu. – Przepisy zmuszają kierowców do korzystania z hoteli – przypomina prezes ZMPD Jan Buczek.
Belgia, Hiszpania i Norwegia już poluzowały czas pracy kierowcom przewożącym żywność, leki i pomoc, a w przypadku Norwegii lista jest nawet szersza.
Wiceprezes Deltatrans Adam Rams porównuje sytuację do gry, kto pierwszy zostanie trafiony kwarantanną: zleceniodawca, odbiorca czy przewoźnik. Trafiony kwarantanną przewoźnik, któremu zabraknie kierowców, może zakłócić dostawy do odbiorcy i ten z kolei będzie musiał zatrzymać produkcję. – Również możliwa jest sytuacja odwrotna. Producent zatrzymuje z powodu koronawirusa produkcje i przewoźnik „ma wolne” – opisuje możliwe warianty wiceprezes Deltatrans.
Czytaj więcej w: Urwało się dno transportowego rynku
Choć na nowo pojawiły się graniczne kontrole, to jednak przewoźnicy wskazują na różnice pomiędzy obecną sytuacją a tą sprzed 2004 roku. – W czasach sprzed Schengen firmy branży transportowej mogły wykonywać swoją pracę. A dziś na skutek przymusowej kwarantanny dla tych pracowników, którzy wracają na tygodniowy odpoczynek do Polski innym środkiem transportu niż ciągnik siodłowy lub po prostu wracają do pracy z urlopu zza granicy (np. z Ukrainy), zaczyna nam brakować pracowników. I jak tak dalej pójdzie przestaniemy realizować znaczną część zleceń, stanie gospodarka, a przewoźnicy zaczną bankrutować – ostrzega Prezes Związku Pracodawców „Transport i Logistyka Polska” Maciej Wroński.
Z granicznymi kolejkami mają także problem pojazdy zasilane gazem ciekłym (LNG). Diesle mają duże rezerwy paliwa i mogą jechać drogami alternatywnymi. – Natomiast pojazdy zasilane LNG mają mniejszy zapas paliwa i do dyspozycji słabo rozwiniętą sieć stacji LNG. Dlatego nie mogą skorzystać z objazdów – tłumaczy prezes zarządu spółki EPO-Trans Logistic Piotr Ozimek. Dodaje, że z powodu koronawirusa przewozy w jego firmie zmalały o blisko jedną trzecią. Ryzykowne jest puszczanie aut do Włoch, ponieważ kolejni załadowcy żądają 14-dniowej kwarantanny kierowcy.