Aktywiści ekologiczni „Geef Tegengas” zablokowali 28 kwietnia linię kolejową do Rotterdamu. „Zablokowaliśmy dzisiaj koleje w porcie po raz piąty. Kolejarze pytają nas, dlaczego krzywdzimy tę ekologiczną gałąź transportu. Odpowiadamy: jeżeli wozicie truciznę, śmierć i zniszczenie, czy rzeczywiście jesteście tak zieloni?” napisała grupa na Telegramie.
Protest zaczął się o 11.00, o 12.30 policja aresztowała pięciu protestujących i usunęła pozostałych z torów, podał portal RailFreight.
Czytaj więcej
Wprowadzenie nowych paliw w żegludze podniesie ceny frachtów. Przeciwne nowym regulacjom są kraje arabskie i USA.
Policja zadziałała szybciej niż w poprzednich przypadkach, pierwsza blokada trwała 5 godzin. „To kropla, która przepełnia czarę goryczy” stwierdził przedstawiciel stowarzyszenia prywatnych operatorów kolejowych RailGood Hans-Willem Vroon.
Wskazał, że 30 pociągów zostało zablokowanych, a właściciel każdego z nich stracił 35 tys. euro przychodów. „Mamy 5-procentową marżę na każdym przejeździe, więc aby odrobić straty musimy uruchomić wiele pociągów.”
Zrujnowane plany
Vroon dodał, że klienci mają dość opóźnień i braku połączeń, więc protestujący w obronie klimatu mogą doprowadzić do niekorzystnej z ich punktu widzenia zmiany gałęziowej.
Przedstawiciel stowarzyszenie ProRail oceniał przy wcześniejszych blokadach, które miały miejsce w kwietniu, że straty całego łańcuch dostaw wynoszą 150 tys. euro za godzinę. Suma nie zawiera ewentualnych roszczeń za opóźnienia.
Na skutek blokad w tygodniu 15 (w szczególności w piątek 11 kwietnia) powstały kolosalne „zatory”, opóźnienia pociągów i zrujnowana została cała praca planistyczna dotycząca organizacji przewozów na wiele kolejnych dni. – Przywracanie planowych przewozów zajęło praktycznie cały szesnasty tydzień – opisuje dyrektor zarządzający Rail Force One Poland Daniel Ryczek.
Czytaj więcej
Transport drogowy został tak bardzo spętany przepisami, że Komisja Europejska rozważa ich rozluźnienie, ponieważ brakuje chętnych do pracy w zawodz...
Dodaje, że jeden dzień blokad 24 kwietnia oznaczał przypadku Rail Force One „zerwanie” planu/organizacji przewozu dla 9-10 pociągów. – Dotyczy to zaplanowanych zasobów taborowych oraz zaplanowanych godzin pracy głównie maszynistów (pamiętajmy, że ich czas pracy regulowany jest w sposób bardzo szczegółowy i rygorystyczny) – podkreśla Ryczek.
Podkreśla, że zablokowanie lokomotyw i wagonów w jednym miejscu powoduje automatycznie opóźnienia następcze w kolejnych miejscach na sieci. – Nasi partnerzy w Polsce mając zaplanowane odbiory składów na granicy polsko – niemieckiej często odczuwali bezpośrednie skutki zakłóceń, które swoją genezę miały właśnie podczas blokad Rotterdamu. Poza kosztami dotyczącymi zablokowanego, niepracującego efektywnie taboru, powstawały oczywiście dodatkowe koszty pracownicze (koszty pracy maszynistów i pracowników innych grup zawodowych, którzy pomimo zaplanowanych zadań nie mogli ich wykonać ze względu na powstałe kolosalne opóźnienia, brak możliwości dotarcia ze składem na granicę, czy do miejsca rozładunku) – zaznacza Ryczek.
Inni operatorzy mieli więcej szczęścia. – Nasz serwis intermodalny do portu Moerdijk jest realizowany regularnie, bez potrzeby zmiany na dostawy samochodami – zapewnia Branch Manager w Schavemaker Polska Michał Kubalok.
Czytaj więcej
Producenci taboru kolejowego podsumowali bardzo dobry rok, a przed nimi kolejny, jeszcze lepszy.
Zniechęceni klienci
Przedstawiciel Rail Force One wskazuje, że paradoksem jest, że postulaty organizacji prowadzących blokady Portu Rotterdam, które dotyczą ograniczenia importu węgla i tym samym ograniczenia wykorzystywania go w gospodarce europejskiej, jednocześnie uderzają w gałąź transportu, która jest bezsprzecznie najbardziej ekologiczną gałęzią transportu lądowego. – Pamiętajmy, że na skutek blokad zatrzymaniu nie podlegają jedynie pociągi z węglem, ale wszystkie pociągi, w tym pociągi kontenerowe. Obawiam się, że w obecnym kontekście rynkowym, przy kolosalnych problemach, z którymi zmaga się branża transportu kolejowego, dokładanie do jej licznych problemów jeszcze tego typu przeszkód, które bezwzględnie przełożą się na koszty prowadzenia działalności kolejowej, ale również uderzą w jakość świadczonych przez firmy kolejowe usług, może doprowadzić do skutku odwrotnego od zamierzonego, czyli do odchodzenia klientów od firm kolejowych i przerzucenia potoku kontenerów na transport drogowy. A to z pewnością nie przełoży się pozytywne skutki, jeśli chodzi o walkę z globalnym ociepleniem – ostrzega Ryczek.