Chińskie sklepy internetowe zalewają Europę przesyłkami. Komisja Europejska szacuje, że w ub.r. chińskie firmy wysłały do Europy co najmniej 5 mld niskowartościowych przesyłek. O obsługę tego strumienia biją się firmy kurierskie i poczty narodowe. Francesco Tribuni z Bloq.it podlicza, że tylko jedna chińska platforma – Temu – podpisała od kwietnia 2025 roku 18 umów z podmiotami z całej Europy na obsługę wysyłek i zwrotów. 

Temu ogłosiło w połowie 2025 roku strategiczne partnerstwo z Pocztą Polską. – To poważny błąd w kontekście gospodarczej polskiej racji stanu – ocenił szef sprzedaży w Univio Sebastian Błaszkiewicz. – Zamiast realnie wzmacniać krajową gospodarkę, państwowy operator staje się narzędziem ekspansji zagranicznej platformy, która korzysta z przewag niedostępnych polskim przedsiębiorcom – podsumował Błaszkiewicz. 

Czytaj więcej

Cieśnina Ormuz znów zamknięta

PP ma porozumienie także z Aliexpress i Cainiao. W Europie są również JD.com oraz Shein. 

Obejście ograniczeń 

Błaszkiewicz przypomniał, że w Polsce w obronie polskich firm przed nieuczciwą konkurencją ze strony chińskich platform od dłuższego czasu aktywnie działały takie organizacje jak Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, Izba Gospodarki Elektronicznej, Polska Izba Handlu, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Ministerstwo Rozwoju i Technologii. 

Europejscy przedsiębiorcy wymogli na Komisji Europejskiej ochronę przez chińską konkurencją w postaci opłaty 3 euro od przesyłki, która zacznie obowiązywać od 1 lipca 2026 roku i obejmie paczki wysyłane bezpośrednio spoza Unii Europejskiej do konsumenta. – Temu od ponad roku rozwija sieć magazynów w Europie, stopniowo przechodząc na model importu hurtowego. A to oznacza, że towary po odprawie celnej na granicy UE, na przykład w Rotterdamie, mogą być dystrybuowane na terenie Unii już bez dodatkowych opłat. W ten sposób reforma mocniej dotknie mniejszych sprzedawców niż platformy dysponujące kapitałem pozwalającym budować europejskie zaplecze fulfillmentowe – tłumaczy prezes zarządu firmy brokerskiej Globkurier Mateusz Pycia. 

Chińskie i szerzej – azjatyckie – marki coraz częściej szukają jednego ośrodka logistycznego, który uprości zarządzanie sprzedażą i logistyką w całej Unii. – Na taki adres startowy wyrasta Polska, a Fulfilio widzi to w praktyce: z roku na rok rośnie liczba azjatyckich marek, które wybierają spółkę jako partnera logistycznego przy wejściu do Europy. Z polskiego magazynu firma realizuje dla singapurskiej marki Secretlab nawet kilkaset tysięcy przesyłek rocznie do klientów m.in. w Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii – wskazuje prezes zarządu Fulfilio Arkadiusz Filipowski. 

Czytaj więcej

Kurierzy – najmłodsza gałąź logistyki

Regulacje od 2028 roku

Filipowski dodaje, że dla wielu firm z Singapuru i regionu Azji Południowo-Wschodniej ekspansja zagraniczna jest naturalnym etapem rozwoju. Według „European E-commerce Report 2025” wartość europejskiego rynku B2C e-commerce wzrosła w 2024 r. o 7 proc. do 842 mld euro, a na 2025 r. prognozowany jest kolejny 7-proc. wzrost. W samym 2024 r. 73 proc. Europejczyków w wieku 16–74 lat kupowało online, a wartość rynku e-commerce w Polsce sięgnęła 43,4 mld euro. 

Dla europejskich firm kurierskich i fulfilmentowych chiński klient jest bardzo atrakcyjny. Natomiast czy europejskie firmy e0handlu zdołają stawić czoła chińskiej konkurencji będzie zależało od rozwiązań przyjętych w nowym Kodeksie Celnym UE. Prezes Globkurier uważa, że kluczowe będzie to, co wydarzy się po 2028 roku. – Nowy Kodeks Celny powinien objąć platformy marketplace mechanizmem tzw. deemed importer, czyli rozwiązaniem, w którym zostaną one prawnie uznane za importerów towaru. W praktyce oznaczałoby to, że to Temu czy Shein, a nie anonimowy chiński sprzedawca lub polski konsument, musiałyby pobierać i odprowadzać cło oraz VAT już na etapie sprzedaży. Platformy ponosiłyby również odpowiedzialność za zgodność produktów z normami UE. Bez tego samo wprowadzenie opłaty od paczki nie wyrówna zasad konkurencji, a może wręcz przyspieszyć konsolidację rynku po stronie chińskich gigantów kosztem europejskich MŚP – ostrzega Pycia.