Do Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych napływa tygodniowo po kilka próśb o interwencje od oburzonych przewoźników, którzy otrzymali na Ukrainie karę. – Takich zgłoszeń jest coraz więcej – zauważa przedstawiciel ZMPD Mirosław Jagielski. 

Z reguły przy wyjeździe służby każą płacić kierowcom 34 tys. hrywien (1200 euro) kary. Nie podają przy tym powodu, powołując się jedynie na przeprowadzoną wcześniej, gdzieś wewnątrz kraju kontrolę, po której nawet nie ma protokołu. – Inspekcja po każdej kontroli musi przekazać kontrolowanemu kierowcy protokół – podkreśla Jagielski. 

Tłumaczenia ukraińskich funkcjonariuszy są mętne, sprowadzają się do niewłaściwie wypełnionego zezwolenia. – Zezwolenia wypełniane są przez ukraińskich celników przy wjeździe samochodu, więc kierowca nie może być karany za te braki – zauważa Jagielski. 

Tadeusz Furmanek z Regionu Podkarpackiego ZMPD uważa, że kierowcy powinni dokumentować każdą kontrolę: nagrywać, robić zdjęcia lub domagać się potwierdzenia zatrzymania na wydruku z tachografu. – Inaczej kierowcy i przewoźnicy nie obronią się przed takimi praktykami – uważa Furmanek. 

Dodaje, że od lat problemem w przewozach na Ukrainę są kolejki na przejściach granicznych. Sytuacja staje się szczególnie napięta pod koniec roku, gdy rośnie import, a z nim przewozy. Wykonywane są one przede wszystkim przez samochody na ukraińskich numerach rejestracyjnych. 

Polska i Ukraina wymieniają po 160 tys. zezwoleń, ale polscy przewoźnicy wykorzystują zaledwie połowę swojej puli. Do jazd na Ukrainę zniechęcają ich niskie stawki, strata czasu na granicy oraz łapówkarstwo i wymuszenia ukraińskich mundurowych. 

Ukraińcy domagają się zwiększenia wymiany zezwoleń na wykonywanie przewozów międzynarodowych.