Firmy transportu autokarowego domagają się pilnej pomocy państwa. – Z powodu wojny na Bliskim Wschodzie w jeden dzień straciliśmy wszystkie kontrakty – alarmuje prezes Polskiego Stowarzyszenia Przewoźników Autokarowych Rafał Jańczuk. Podkreśla, że wszystkie grupy anulowały przyjazdy do Europy. – Wycieczki z Azji i Australii, które przylatywały do Europy straciły tanie połączenia przez Dubaj. Bezpośrednie bilety są 4 razy droższe i mało osób na nie stać: z liczącej 50 osób wycieczki zostaje 7. Z grupy na autokar 13-metrowy zostaje garstka na małe Vito – porównuje prezes PSPA.
Brak turystów i drogie paliwo
Dodaje, że firmy nie odbierają zakupionych autokarów, bo i tak nie mają dla nich zajęcia. Kurczący się rynek turystyczny doprowadził do morderczej konkurencji między przewoźnikami. – O jedną grupę zwiedzających walczy 50 autokarów, więc ceny usług nie rosną, choć powinny, bo dramatycznie podrożało paliwo. Zatem ci co jeżdżą też nie zarabiają. Zagrożony jest byt firm, które odbudowaliśmy po pandemii w ostatnich trzech-czterech latach – wskazuje Jańczuk.
Czytaj więcej
Jest szansa na dofinansowanie wymiany tachografów w lekkich samochodach, jednak nie wiadomo jak duża będzie pula pieniędzy do podziału.
PSPA szacuje, że polscy przewoźnicy autokarowi mają kluczową rolę w Europie w obsłudze wycieczek z Azji i Australii. Ich udział przekracza jedną trzecią rynku i jest nawet wyższy od udziału przewoźników ciężarowych w sektorze transportu ładunków.
Rynek usług jest liczony w milionach podróżnych. Tylko Emiraty przewiozły w 2019 roku ponad 19 mln pasażerów pomiędzy zachodnią Europą i południowo-wschodnią Azją. Lotnisko w Dubaju obsłużyło w grudniu 2025 roku ponad 8,7 mln podróżnych, z czego dwie trzecie w tranzycie. Emiraty podają, że rocznie mają 11,6 mln pasażerów rocznie korzystających z połączeń między Europą i wschodnia oraz południowo-wschodnią Azją.