Chodzi o poszerzenie Emissions Trading System, czyli ETS II, które nastąpi w 2027 roku. Obie strony zgodziły się, że proponowane przez parlament objęcie handlu uprawnieniami od 2024 roku jest zbyt wczesne, ponieważ nie będzie w tym roku zbyt dużej liczby pojazdów z napędem alternatywnym. Nie będzie gotowej także infrastruktury. 

Czytaj więcej

Uwaga na złodziei z fałszywej strony e-Toll

Najprawdopodobniej również w 2027 roku będzie ona szczątkowa, a flota tzw. „zeroemisyjnych” ciężarówek niewielka. – Dlatego w znacznym stopniu ETS II będzie funkcjonować jako kara dla tych operatorów, którzy nie przechodzą na zeroemisyjne napędy – przyznaje przedstawicielka IRU w Brukseli Raluca Marian.

Jedna w sumie porozumienie jest chwalone przez Międzynarodową Unię Transportu Drogowego. – Nie jest ono doskonałe, ale widać przynajmniej, że zwyciężył pragmatyzm. Aby dojść do tej pozycji przebyliśmy długą drogę, co widać m.in. po datach wejścia w życie oraz po niepraktycznym rozróżnieniu pomiędzy prywatnymi i komercyjnymi pojazdami – podkreśla reprezentantka IRU. 

Przedstawiciele przewoźników obawiali się, że rozróżnienie pomiędzy prywatnymi i komercyjnymi pojazdami doprowadzi do nierównej konkurencyjności obu gałęzi transportu i trwale obniży atrakcyjność przewozów publicznych. W niektórych przypadkach trudne byłoby także rozróżnienie z jakimi przewozami ma się do czynienia. 

Opłaty za ETS II powinny zastąpić krajowe podatki od emisji dwutlenku węgla, o ile krajowe są niższe od regulacji unijnych. Podatek pobrany w ETS II zasili Społeczny Fundusz Klimatyczny. KE zapowiada, że będzie on finansowany z budżetu UE w wysokości 65 mld EUR plus 25 proc. współfinansowania przez państwa członkowskie. 

IRU z uznaniem komentuje, że wprowadzenie ETS II zostanie opóźnione o rok, jeśli ceny energii „będą zbyt wysokie”. Strony uzgodniły limit cenowy pozwoleń na emisje a także mechanizm cenowy, który zapobiegnie zbyt dynamicznym podwyżkom cen uprawnień. 

Czytaj więcej

Wielka Brytania zamyka rynek dla przewoźników unijnych

Pieniądze pochodzące z ETS trafią do kasy unijnej oraz państw członkowskich. Będą mogły być użyte na „dekarbonizację”. Nie udało się uzgodnić, że fundusze mają trafiać tylko na drogi. 

UE zakłada, że do 2055 roku emisje CO2 zmaleją o 55 proc. w porównaniu do 1990 roku. Od czasu wprowadzenia EU ETS w 2005 r. emisje zmniejszyły się o 42,8 proc. w objętych nim najważniejszych sektorach: wytwarzanie energii elektrycznej i cieplnej oraz energochłonne instalacje przemysłowe. Regulacje wymusiły duże inwestycje w wymienionych przemysłach.