PKP Intercity zamierza kupić 20 pociągów dużych prędkości (prędkość max. ponad 320 km/h) i w opcji zamówić 35. PKP Intercity po raz trzeci przedłużyło termin składania zgłoszeń (tym razem mija on 25 czerwca) i wtedy poznamy wszystkich oferentów, którzy zdecydują, czy starują samodzielnie czy w konsorcjum.
Pesa razem z Hitachi złożyła 15 czerwca w PKP Intercity wniosek o dopuszczenie do przetargu. Natomiast Newag wycofał się 9 czerwca ze współpracy z Siemens Mobility. – W obecnej fazie postępowania uczestniczy wiele podmiotów. Jesteśmy pewni, że zarówno polskie jak i zagraniczne firmy złożą swoje wnioski – zapewnia rzecznik prasowy PKP Intercity Michał Wrzosek.
Czytaj więcej
Możliwe, że Allegro oraz InPost zakończą spór o warunki współpracy. Negocjacje trwają, ale są na dobrej drodze do finalnego porozumienia.
Natomiast nie ma pewności, że pociągi KDP zamawiać będzie spółka CPK, która w czerwcu powołała spółkę taborową Port Polska KDP z zamiarem zakupu m.in. 40 pociągów dużych prędkości. – W mojej ocenie CPK powinna skoncentrować się na taborze o prędkości 200-230 km/h, bo on jest najbardziej potrzebny nie tylko do obsługi lotniska, ale i w skali całego kraju – uważa wiceminister infrastruktury oraz pełnomocnik rządu do spraw Centralnego Portu Komunikacyjnego Piotr Malepszak.
Wylicza, że PKP IC kupi łącznie 55 pojazdów, które zapewnią pracę eksploatacyjną na poziomie 30 mln km. – Pozwoli to na obsługę linii „Y”, CMK i połączeń międzynarodowych. Przetarg IC wystarczy od strony zapewnienia taboru KDP, a CPK nie powinno kupować 40 takich pociągów – dodaje wiceminister.
PKP Intercity informowało o wstępnym zainteresowaniu ze strony 8 podmiotów. – Ostatecznie nawet jeśli nie będzie to taka liczba, to będzie ich więcej niż 1-2 – przypuszcza prezes Stowarzyszenia Ekonomiki Transportu Paweł Rydzyński.
Korzyści z lokalnego partnera
Ekspert rynku kolejowego Marcel Klinowski zauważa, że poważnym konkurentem, jeśli chodzi o polonizację tego projektu, jest również Alstom, który posiada znaczące moce produkcyjne w Polsce i od lat serwisuje pierwsze pojazdy dużych prędkości, czyli Pendolino. – Zobaczymy czy w najbliższych dniach nie zobaczymy również Newagu wspólnie z innym z zagranicznych producentów – zastrzega Klinowski.
Dodaje, że Przed Pesą jeszcze długa droga do ostatecznego złożenia wspólnej oferty z Hitachi. – W 2008 roku w przetargu na pojazdy 250 km/h producent z Bydgoszczy początkowo związał się ze szwedzkim oddziałem Bombardiera, jednak ostatecznie konsorcjum nie przetrwało próby czasu. Dlatego do momentu złożenia ostatecznej oferty, co jest planowane na przyszły rok, możemy jeszcze być świadkami wielu zmian – przypomina ekspert.
Zauważa, że korzyści ze współpracy pomiędzy Hitachi i Pesą są obopólne. – Japoński producent może wzmocnić swoją pozycję na rynku europejskim wchodząc w segment dużych prędkości w kolejnym kraju, a polska spółka uzyskuje dostęp do technologii związanych z produkcją z aluminium oraz pierwszych doświadczeń związanych z utrzymaniem znacznie bardziej wymagającego taboru dużych prędkości – tłumaczy Klinowski. – Postępowanie przetargowe nie może wykluczyć producentów posiadających doświadczenie na terenie Europejskiego Obszaru Gospodarczego, jednak współpraca z krajowym podmiotem może okazać się bardziej korzystna kosztowo, dzięki wykorzystaniu dotychczasowych doświadczeń w Polsce i lokalnej specyfiki rynku – podkreśla ekspert.
Moce produkcyjne
Sądzi, że długofalowo ta współpraca może się przyczynić do znaczącego rozwoju krajowego przemysłu poprzez wejście w globalne łańcuchy dostaw i nowe linie produktów dla rynku polskiego i regionu Europy Środkowo-Wschodniej.
Czytaj więcej
Mały zasięg elektrycznych samochodów zachęca kierowców do niebezpiecznego zachowania. Na szczęście problem jeszcze nie jest powszechny, bo sprzedaż...
Jednak kluczowe dla przetargu mogą okazać się moce produkcyjne. – Fabryki w Polsce (również te, których właścicielami są zagraniczne koncerny) są obecnie załadowane „pod korek” i raczej nic nie zapowiada, żeby w najbliższych latach miało się to zmieniać. A przecież w innych państwach też toczą się i będą w kolejnych latach toczyć duże procesy zakupowe. Sednem będzie prawdopodobnie zatem nie to, które firmy staną ostatecznie do przetargu, ale czy mają one możliwość realizacji kontraktu przy obecnych mocach przerobowych bądź odwrotnie: czy planują inwestycje w nowe fabryki bądź czy mają umówionych podwykonawców o odpowiednim potencjale – wskazuje Rydzyński.