Jazda „na zderzaku” jest karana, jednak na autostradach pojawiło się nowe zjawisko. – Szczególnie w Holandii, Belgii i Niemczech coraz częściej widzę samochody elektryczne jadące bardzo blisko za naczepami ciężarówek – alarmuje doświadczony kierowca międzynarodowy wożący cysterną ładunki niebezpieczne Rafał Pijanowski.
Tłumaczy, że w ten sposób kierowcy elektryków wykorzystują cień aerodynamiczny ciężarówki do zmniejszenia oporu powietrza i zwiększenia zasięgu pojazdu. – Problem w tym, że największe korzyści pojawiają się przy odległościach, które przy prędkościach autostradowych większość kierowców uznałaby za skrajnie niebezpieczne – ocenia Pijanowski.
Czytaj więcej
Prokuratora prowadzi dochodzenie w sprawie łapówek, spółka oczekuje na status pokrzywdzonego.
Za niezachowanie bezpiecznej odległości od poprzedzającego pojazdu grozi mandat w wysokości od 300 do 500 zł oraz dopisanie 6 punktów karnych. Kierowcy ufają jednak coraz lepszym elektronicznym systemom wspomagającym kierowców, w tym aktywnym tempomatom, pozwalającym utrzymać stałą odległość od poprzedzającego pojazdu.
Niepopularne elektryki
Zjawisko nie jest masowe, bo elektryczne ciężarówki są nieliczne. W całej Europie zarejestrowanych jest około 24 000 bezemisyjnych ciężarówek i autobusów. Chociaż ich udział w sprzedaży nowych rejestracji rośnie, modele bezemisyjne nadal stanowią mniej niż 1 proc. całkowitej floty pojazdów ciężarowych. Po pierwszym kwartale udział samochodów ciężarowych z napędem elektrycznym w pierwszych rejestracjach w UE nowych samochodów ciężarowych wzrósł do 4,4 proc., wynika z danych European Automobile Manufacturers Association (ACEA).
Z europejskiego badania DKV Mobility wynika, że w transporcie ciężkim 70,6 proc. działających w Polsce firm transportowych nie planuje zmiany rodzaju paliwa w perspektywie 10 lat. – W transporcie ciężkim decyzje są dużo bardziej złożone, bo dotyczą zasięgu, ładowności, czasu postoju i dostępności infrastruktury na trasach – wskazuje Country Manager DKV Mobility Polska Anna Biekionis.
Czytaj więcej
Importerzy i sprzedawcy rozbudowują sieci serwisowe, nadganiając za rosnącym zapotrzebowaniem na przeglądy i naprawy ciężarówek.
W transporcie ciężkim 100 proc. badanych firm wskazuje olej napędowy jako przeważające źródło zasilania floty, a w segmencie lekkich pojazdów dostawczych diesel dominuje u 97,2 proc. firm. – Floty nie odrzucają zmian technologicznych, ale będą je wdrażać tylko wtedy, gdy obronią się ekonomicznie. Dla firm samochód elektryczny, paliwo alternatywne czy nowe narzędzie cyfrowe nie są deklaracją wizerunkową, lecz decyzją inwestycyjną. W praktyce oznacza to analizę całkowitego kosztu użytkowania, dostępności infrastruktury, kosztów serwisu, finansowania oraz czasu pracy pojazdu. Im bardziej wymagający segment transportu, tym większe znaczenie ma ta kalkulacja – podkreśla Biekionis.
Jeszcze jedna przeszkoda
W popularyzacji elektryków przeszkadza nie tylko brak infrastruktury ładowania, ale i wandalizm. Spotykane jest obcinanie kabli ładowarek, a ponieważ sama czynność trwa minutę, więc rozpoznanie sprawców kradzieży jest trudne nawet z kamerami wokół urządzenia.
Plaga powoduje straty rzędu kilkunastu tysięcy złotych za kabel oraz wyłączenie ładowarki na całe tygodnie. Nowym zjawiskiem stają się kradzieże modułów mocy, które są kluczowymi komponentami wewnątrz ładowarki.
Czytaj więcej
Japoński koncern chce wejść na rynki Europy Środkowo-Wschodniej z pociągami wysokich prędkości, a z czasem także z piętrowymi. Pesa przymierza się...
We Włoszech, w pobliżu Neapolu doszło w kwietniu do takiej kradzieży. Wymagała ona wiedzy technicznej, odpowiednich narzędzi oraz zrozumienia infrastruktury wysokiego napięcia.