Spedycja drogowa przyciąga największych graczy. Chce powiększać ją K+N, DSV, a także największy przewoźnik drogowy na kontynencie, czyli Girteka. Udział spedycji drogowej w przychodach litewskiego giganta wynosi 13 proc., ale w najbliższych latach ma przekroczyć 20 proc. Duże ambicje ma także cyfrowa spedycja Sennder.
Niska marżowość
Przewoźnicy obawiają się, że koncentracja może oznaczać spadek stawek, co pociągnie malejącą rentowność. – Nie należy się spodziewać znacznej konsolidacji rynku spedycji drogowej, szczególnie na poziomie rynków lokalnych, jak Polska, gdyż taka konsolidacja nie pozwala zwiększyć wartości oferowanej klientom, jak również nie pozwala znacząco zwiększyć rentowności firmy – uspakaja ekspert z PSC Consulting Radosław Małkiewicz.
Czytaj więcej
Białoruskie służby celne poinformowały 7 marca o zatrzymaniu 24 polskich ciężarówek przewożących...
Tłumaczy, że rynek jest na tyle rozdrobniony i konkurencyjny, a sam model operacyjny relatywnie prosty, że w tym segmencie nawet największe firmy są w stanie osiągnąć tylko jednocyfrową rentowność. – W segmencie Road Logistics K+N chce się skupiać się lepszym wykorzystaniu istniejącej sieci i jej optymalizacji oraz dalszej digitalizacji procesów operacyjnych. Oznacza to, że nie należy się spodziewać w tym segmencie konsolidacji inicjowanej przez K+N – uważa ekspert PSC Consulting.
Z kolei Sennder reprezentuje segment rynku transportu, który skierowany jest do innego rodzaju klientów niż oferta takich firm, jak DSV, Raben, Kuhne + Nagel. – O ile te ostatnie działają w segmencie kontraktów terminowych, opartych na stałych umowach terminowych, to w przypadku takich firm jak Sennder czy Trans.eu, mówimy o tzw. kontraktów spotowych, czyli zleceń jednorazowych – wskazuje różnice Małkiewicz.