Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) ostrzegła, że niedobory paliwa mogą zmusić linie lotnicze do zamykania połączeń. Zakłócenia są bezpośrednią konsekwencją trwającej blokady Cieśniny Ormuz. – Im dłużej potrwa blokada, tym gorzej dla światowego wzrostu gospodarczego i inflacji – ostrzega dyrektor IEA Fatih Birol.

Przewoźnicy lotniczy przygotowują się na kryzys. – Oszacowaliśmy, że do końca maja możemy zacząć obserwować odwołania lotów w Europie z powodu braku paliwa lotniczego. Dzieje się tak już w niektórych częściach Azji – przypomina dyrektor generalny Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych IATA Willie Walsh. 

Czytaj więcej

Internetowy sklep będzie musiał przyjąć zwrot

Dla niego ważne jest, aby władze dysponowały skoordynowanymi planami na wypadek konieczności racjonowania, w tym w przypadku zwolnienia z limitów slotów. 

Cięcia lokalne

Spedytorzy lotniczy przyznają, że eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie istotnie wpływa na lotnicze łańcuchy dostaw. – Cena paliwa lotniczego wzrosła nawet dwukrotnie, w efekcie czego część połączeń przestała być rentowna. Połączenia jako takie nie są masowo zawieszane, natomiast wiele konkretnych serwisów bywa odwoływanych – ocenia Airfreight Product Director- CEE, Rohlig Suus Logistics Mariusz Filec.

Dodaje, że w regionie objętym konfliktem stawki frachtu lotniczego wzrosły nawet czterokrotnie, a globalnie o około 20–25%. – Wynika to z nakładających się czynników: ograniczonej liczby połączeń bezpośrednich, mniejszej dostępności przestrzeni ładunkowej, wspomnianych wyższych cen paliwa oraz dodatkowych opłat wprowadzanych przez linie lotnicze – tłumaczy Filec. 

Zarazem spedytorzy uspokajają. – Słyszymy o pojawiających się okresowych trudnościach z dostawami paliwa lotniczego, w wybranych portach czy regionach, ale to wynika głównie z wysokiej ceny ropy, napięć logistycznych czy ograniczeń mocy rafineryjnych i nie jest to zjawisko o zasięgu globalnym. Linie lotnicze nie likwidują połączeń masowo z powodu braku paliwa, a raczej dostosowują siatki połączeń pod popyt i koszty operacyjne – wyjaśnia Air and Rail Transport Manager Leman Piotr Toczyłowski. 

Czytaj więcej

Pogłębia się zapaść finansowa firm transportu drogowego

Najbardziej poszkodowane przez wojnę są centra przeładunkowe w rejonie Zatoki Perskiej. – Obserwujemy istotne ograniczenia w przestrzeni powietrznej, obecnie funkcjonuje tam około 20% standardowych serwisów. Ma to bezpośredni wpływ na globalne huby, takie jak Dubai International Airport czy Hamad International Airport — kluczowe węzły łączące Europę z Azją Południową i Australią, odpowiadające łącznie za ponad 20% światowego ruchu cargo lotniczego. Konsekwencje są widoczne w całej globalnej siatce połączeń. Część ładunków przekierowywana jest na alternatywne trasy, m.in. przez Turcję czy Arabię Saudyjską, co generuje dodatkowe koszty i wydłuża czas transportu – wymienia przedstawiciel Rohlig Suus. 

Popyt nie zmalał

Europejscy przewoźnicy przejmują część ładunków. – Popyt na transporty cargo utrzymuje się na relatywnie wysokim poziomie, mimo że ceny zakupu przestrzeni ładunkowej wzrosły. Rezerwacje na transporty, w większości operujących z Polski linii lotniczych, należy robić z minimum jednotygodniowym wyprzedzeniem. W Polsce linie lotnicze systematycznie wracają do rozkładów rejsów sprzed konfliktu w Zatoce Perskiej, czyli liczba rejsów, do tego regionu, się zwiększa z tygodnia na tydzień – wskazuje przedstawiciel firmy Leman. 

Czytaj więcej

Polscy producenci kolejowi umacniają się na europejskim rynku

Także Filec dostrzega stałe zainteresowanie przewozami lotniczymi cargo. – Dotyczy to zarówno kierunków związanych z Bliskim Wschodem (gdzie przy ograniczeniach w transporcie morskim i zablokowaniu Cieśniny Ormuz, transport lotniczy staje się alternatywą) jak i relacji Azja–Europa, przechodzących przez huby w regionie. Szczególnie dotyczy to branż wrażliwych na czas dostawy, takich jak elektronika, motoryzacja czy świeże produkty, gdzie transport lotniczy pozostaje trudny do zastąpienia – kończy szef spedycji lotniczej w Rohlig Suus.