Reklama

Ceny transportu kontenerów poszybowały w górę

Rakietowy ostrzał statków już podwoił ceny transportu kontenera z Azji do Europy i to nie koniec złych wiadomości dla importerów i nadawców.

Publikacja: 04.01.2024 16:14

Suez Canal Authority

Suez Canal Authority. Kanał Sueski, zdjęcie ilustracyjne.

Suez Canal Authority

Foto: Suez Canal Authority

Wskaźnik Drewery wzrósł od 4 stycznia 2024 roku o 61 proc. do 2670 dol. za 40-stopowy kontener. Zwyżka cen na trasie Szanghaj – Rotterdam sięgnęła 115 proc. do 3577 dol. za 40-stopowy pojemnik. To nie koniec złych wiadomości, ponieważ spedytorzy otrzymali od armatorów faktury z dopłatą za dowóz kontenera. Dopłata jest na poziomie 1000-1500 dol., gdy w ub. tygodniu za transport kontenera opłata wynosiła 700 dol. Spedytorzy zapowiadają odwołania od decyzji linii żeglugowych. – Do tej pory ważne były warunki kontraktu podpisane przed wyjściem statku, ale w obecnych okolicznościach, gdy ich koszty wyraźnie wzrosły z powodu konieczności wyboru alternatywnej, dłuższej trasy wokół Afryki, może pojawić się pokusa, aby obciążyć nadawców dodatkowymi kosztami. Podsumowując, na ten moment trudno jest jednoznacznie określić, kiedy poszczególne towary zostaną dostarczone i jaka będzie ostateczna cena ich przewozu – podkreśla Sea Freight Country Manager, Raben Group Dawid Graczyk. 

Zawirowania są skutkiem prowadzonego z Jemenu ostrzału kontenerowców przeprowadzonego na koniec roku i 2 stycznia. Rządy Australii, Bahrajnu, Belgii, Dani, Holandii, Japonii, Kanady, Niemiec, Nowej Zelandii, USA, Wielkiej Brytanii i Włoch ostrzegły rebeliantów Huti, że poniosą pełne konsekwencje stworzenia zagrożenia dla życia ludzi i światowego handlu. Morze Czerwone patrolowane jest przez okręty USA, a pozostałe państwa z apelu przyślą wzmocnienia. 

Czytaj więcej

Protest na polsko-ukraińskiej granicy nadal trwa

Spiętrzenie na koniec roku 

Po ostrzelaniu rakietami statków 2 stycznia armatorzy wycofali się z trasy przez Morze Czerwone i Kanał Sueski, kierując statki wokół Afryki. – Oznacza to wydłużenie czasu transportu o około 10-12 dni. Warto zauważyć też, że obecna sytuacja nakłada się na zwyczajowy wzrost zapotrzebowania na transport oceaniczny z Azji związany z dwutygodniowym okresem świątecznym związanym z obchodami Księżycowego Nowego Roku. W dłuższej perspektywie oba te aspekty odbiją się na dostępności miejsca na statkach. W obecnej sytuacji, kiedy statki płyną w oderwaniu od swoich planowych rozkładów można się też spodziewać kumulacji zawinięć do portów, co prowadzić będzie do zatorów w portach i związanych z tym kolejnych opóźnień – ostrzega Head of FCL Cluster North East Europe, DB Schenker Jakub Bączkowski.

Sytuacja jest niejasna dla większości graczy. – Wydłużą się dostawy kontenerów, jednak trudno jednoznacznie powiedzieć o ile dni. Spodziewany czas dostawy podawany przez armatorów jest co kilka dni aktualizowany, ponieważ sytuacja jest bardzo dynamiczna. Porty także nie są w stanie jednoznacznie przewidzieć, kiedy dotrą do nich kontenery i jakie będą w nich ładunki. Jeśli terminale będą niedrożne, bardzo prawdopodobny jest scenariusz, w którym armatorzy dostarczą ładunki w innych portów niż pierwotnie zakontraktowane – wskazuje Graczyk. 

Reklama
Reklama

To jeszcze nie wszystko, bowiem, jak szacuje DSV, ograniczenia dla żeglugi przez Morze Czerwone zmniejszy dostępność przestrzeni ładunkowej o nawet 20 proc. – Dopiero w styczniu 2024 roku odczujemy pełnię skutków obecnych wydarzeń. W tym momencie trudno jest określić, czy w średnim i długim terminie stawki frachtu utrzymają się na podwyższonym poziomie. Wiele będzie zależało od tego, czy uda się zapewnić bezpieczeństwo żeglugi – zaznacza prezes zarządu, DSV Air&Sea Arkadiusz Mirek.

Kolej nie jest ratunkiem

Wokół Afryki płynie 300 kontenerowców mających na pokładzie 4,5 mln TEU. Tydzień temu na pokładach statków okrążających Afrykę było 1,5 mln TEU, a za 2 tygodnie będzie 15 mln TEU. Tymczasem teoretyczna przepustowość kolejowych linii z Chin nie przekracza rocznie 1 mln TEU. Zatem niezbędne są inne rozwiązania. – Ratunkiem będzie przerwanie podróży w portach Europy Zachodniej i podjęcie kontenerów w Rotterdamie lub Hamburgu, dzięki czemu odbiorcy mogą zyskać kilka cennych dni – tłumaczy Bączkowski. 

Czytaj więcej

PKP IC pobiło rekord przewozów

Dodaje, że od kilku miesięcy, większość odbiorców polega na cotygodniowych dostawach, które teraz zostały zaburzone. – Już w najbliższych tygodniach spodziewamy się wystąpienia braków, które mogą wpłynąć na kłopoty w utrzymaniu ciągłości pracy linii produkcyjnych czy wywiązywaniu się z terminowych dostaw do finalnych odbiorców – wyjaśnia przedstawiciel DB Schenker. 

Natomiast Komar nie widzi zwiększonego zainteresowania odbiorem kontenerów z portów Morza Północnego. – Ta opcja wiąże się z krótszym czasem dostawy do Europy o 3-4 dni, w porównaniu z dopłynięciem bezpośrednio do Gdańska czy Gdyni. Jednak takie rozwiązanie to duże dodatkowe koszty. Wszak kontener dostarczony do Rotterdamu czy Bremerhaven musi być przeładowany, a następnie – za pośrednictwem frachtu kolejowego czy drogowego – przewieziony do Polski. Dlatego większość firm, którym zależy na czasie, wybiera inne opcje, takie jak transport towarów koleją bezpośrednio z Azji do Europy czy serwis lotniczy z wykorzystaniem portów w Ałmaty oraz Astanie. Przy tych rozwiązaniach korzyści związane z oszczędnością czasu są bardziej współmierne do poniesionych kosztów niż w przypadku wspomnianych odbiorów kontenerów z portów na Morzu Północnym – tłumaczy Seafreight Product Director – CEE w Rohlig Suus Logistics Przemysław Komar.  

Morski
Izrael sprzedał armatora kontenerowego, ale zbuduje drugiego
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Morski
Spedytorzy bez państwowej ochrony
Morski
Nie wszyscy chcą trasy północnej
Morski
Gdańskie kontenerowe rekordy
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama