Rada Związku Zawodowego Maszynistów Kolejowych w Polsce podjęła 9 września na nadzwyczajnym posiedzeniu uchwałę, aby 11 września od godz. 00.00 od północy do 24.00, każdy przejazd pokonywać z prędkością bezpieczną, to jest 20 km/h. – Jeżeli praca zagraża życiu, pracownik ma prawo powstrzymać się od pracy, co zapewnia art 210 Kodeksu Pracy – przypomina prezydent ZZM Leszek Miętek.
Rośnie liczba wypadków
Związkowcy apelują do wszystkich maszynistów o zastosowanie się do uchwały. – Spodziewam się, że uchwała spowoduje duże opóźnienia pociągów, szczególnie na tych liniach, na których jest dużo przejazdów. Lepsze jednak to niż kolejne ofiary na torach – wskazuje Miętek.
Czytaj więcej
Minister aktywów państwowych Wojciech Balczun uważa, że Poczta Polska może przejąć Orlen Paczka i będzie miała na to fundusze.
Maszyniści są poważnie zaniepokojeni ofiarami na torach i duża liczbą wypadków na przejazdach drogowych. – W 2024 rok było 140 wypadków w kolejnym 180 i w tym już ponad 130 wypadków, a przecież nie skończył się nawet trzeci kwartał – porównuje Miętek. – Wychodzimy na służbę i nie wiemy czy, z niej wrócimy – dodaje maszynista F. Wójcicki.
ZZM prowadzi od półtora roku kampanię „Chcę żyć”, bo to co dzieje się na torach jest dramatem maszynistów. – Wczorajszy wypadek to przekroczenie czerwonej linii – ostrzega prezydent ZZM.
Zapewnia, że docenia wysiłek finansowy państwa, miliardy wydawane na nowe tory, dworce i tabor. – Zarządca przechodzi jednak do porządku dziennego nad bezpieczeństwem co drugi dzień zdarza się wypadek – podkreśla Miętek.
Ekspert rynku kolejowego Marcel Klinowski wskazuje, że przez 14,5 roku nie było ofiary śmiertelnej wśród pasażerów kolei. – Wczoraj ta seria została przerwana przez kierowcę ciężarówki pod Przysuchą – stwierdza Klinowski.
Uważa, że potrzebne są inwestycje w zwiększenie bezpieczeństwa na przejazdach połączone z lepszym szkoleniem kierowców i zwiększeniem skuteczności egzekwowania kar. – Latami pojawiają się kolejne apele ze strony branży, związków zawodowych, zarządcy infrastruktury, które niestety w dużej mierze trafiają w próżnię. Mamy w Polsce 10,5 tys. przejazdów kolejowo-drogowych, z czego ok. 3,8 tys. jest z rogatkami (kat. A i B), ok. 1,8 tys. z sygnalizacją (kat. C) i aż 4,9 tys. jest oznakowane tylko krzyżem św. Andrzeja – wylicza Klinowski.
Najpierw inwestycje potem kary
Przypomina, że na tych ostatnich kierowcy są praktycznie bezkarni, bo jedynym wykroczeniem jest na nich pominięcie znaku "Stop". - Tutaj żadne zaostrzenie przepisów nie pomoże i w pierwszej kolejności należy podwyższać ich kategorię we współpracy z zarządcami dróg, lub je likwidować, jeśli tej współpracy nie ma – twierdzi ekspert.
Czytaj więcej
Polacy uważają, że na dalekie dystanse najlepszym napędem jest spalinowy, a elektryfikacja powinna być przeprowadzona stopniowo.
Dodaje, że tam gdzie jest sygnalizacja, powinien być zamontowany system Red Light i automatyczne karanie w ramach CANARD. – Dzisiaj takich przejazdów jest... 10. Nie jest żadnym rocket science, żeby skokowo zwiększyć tą liczbę, tym bardziej że w wielu miejscach jest monitoring wizyjny, a od niego już tylko krok do automatycznego weryfikowania zajęcia toru – wyjaśnia Klinowski.
Do tego potrzebne jest lepsze oznakowanie, kampanie informacyjne skierowane do najbardziej narażonych grup kierowców i dodatkowe szkolenia realizowane we współpracy biznesem, czyli działania prewencyjne jako uzupełnienie trwałych zmian w infrastrukturze. – Dopiero na koniec powinny iść zmiany w przepisach - zwiększanie odpowiedzialności sprawców wypadków, skuteczności egzekwowania kar (to akurat już się dzieje w ramach projektu UD263), system szkoleń uwzględniający różne scenariusze zachowań na styku z koleją. No i oczywiście dodatkowe środki na inwestycje w infrastrukturę kolejową, które są pilne na wczoraj i bez wypadków na przejazdach – kończy Klinowski.