Wojewoda lubelski obiecał otworzyć przejście w Zosinie dla przejazdu pustych ciężarówek. Jutro Ukraina da znać, czy zgodzi się na takie rozwiązanie i przepuści do tego przejścia puste samochody. Dzisiaj na Ukrainie jest premier Morawiecki i jednym z tematów jest udrożnienie przejść granicznych.

Zamojski Komitet Protestacyjny Przewoźników jutro podejmie decyzję o przyszłości blokady. – Jako gest dobrej woli od południa 8 września puszczamy po dwa samochody na godzinę na przejściu w Dorohusku – podkreśla Łukasz Białasz z Zamojskiego Komitetu Protestacyjnego Przewoźników. 

Czytaj więcej

Gala Liderów Logistyki 2022 i rozdanie nagród za nami!

Ponieważ kolejki na wjeździe do Polski nie maleją, przewoźnicy przygotowują się do blokady w Hrebennem i Korczowej. Ukraińscy przewoźnicy nie chcą przepuszczania ciężarówek na pusto, zależy im na nieskrępowanym wjeździe do Unii Europejskiej. – To, że Ukraina otrzymała od UE pełną liberalizację transportu jest zrozumiałym gestem. Nasi przewoźnicy i kierowcy niezbyt chętnie wykonują przewozy na Ukrainę, choć rozumiejąc potrzebę chwili robią to, nie tylko ryzykując życiem, ładunkiem, samochodem, ale godząc się na potworne warunki powrotu, bowiem skala przewozów drogowych przekroczyła wszelkie wyobrażenia. Wczoraj kolejka na granicę w Kukurykach/Korczowej ciągnęła się przez ponad 54 km – podkreśla prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych Jan Buczek.

Ubolewa, że granica nie jest przygotowana do obsługi tak duży potoków towarów. – Trzeba uruchomić sprawną odprawę fitosanitarną i weterynaryjną oraz dodatkowe miejsca pracy dla celników, a pozostali nie powinni trwonić czasu z czym mamy do czynienia. Celnicy sprawiają wrażenie bardzo niezadowolonych i przemęczonych. Może mają problem z pracodawcą? Wzywamy polityków i władze centralne do uporządkowania tej sprawy – apeluje prezes ZMPD. 

Czytaj więcej

Wodorowe ciężarówki to ślepa uliczka w rozwoju taboru

Podkreśla, że przejmowanie obowiązków kolejnej zmiany celników w nie odbywa się na stanowisku pracy, tylko gdzieś na zapleczu. – Są dobre wzorce, na granicy polsko-niemieckiej przed 2004 rokiem o wiele mniejsza od polskiej obsada celników z RFN potrafiła kompetentnie i wydajnie pracować. Przejmowanie obowiązków odbywało się bez przerywania odprawy. Jeden celnik kończył procedurę, a drugi już rozkładał pieczątki i przygotowywał się do logowania. W naszym przypadku 3 godziny to standard – porównuje Buczek. 

Przewoźnicy od lat narzekają na organizację pracy na granicy. – Chociaż samochodów do odprawy fitosanitarnej lub weterynaryjnej jest mniejszość, to z powodu braku pełnej dokumentacji stoją na terminalu i blokują go – opisuje Białasz. 

W kolejkach na granicy stoją głównie samochody ukraińskie. Tamtejsi przewoźnicy już przejęli rynek przewozów na Ukrainę, korzystając z ruchu bez zezwoleń. Nieliczni polscy przewoźnicy operujący na tamtym rynku jeżdżą przez Słowację, ponieważ tam są mniejsze kolejki. Jednak w takim wypadku ukraińskie służby domagają się zezwoleń, które zostały zniesione także przez Ukrainę. Jeżeli kierowca nie ma zezwolenia, ukraińscy funkcjonariusze domagają się łapówki. 

Czytaj więcej

Ukraina żąda przepuszczania do tysiąca ciężarówek dziennie

Obustronne zniesienie zezwoleń doprowadziło do nagłego spiętrzenia ruchu na granicach. Chyba wszyscy ukraińscy przewoźnicy ruszyli na międzynarodowe trasy, przede wszystkim „do Germanii”. Kierowcy tych samochodów często zachowują się agresywnie w stosunku do protestujących i domagają się odblokowania terminalu w Dorohusku. Mówią, że nigdzie na świecie nie ma kolejek, tylko na granicy z Polską.

Na przejściu pojawiły się stare, zdezelowane i niebezpieczne ciężarówki. Kontrole GITD już wyłapują takie przypadki jak mołdawska cysterna, która z Litwy na Ukrainę wiozła 20 ton kwasu azotowego, który wyciekał na drogę. Wcześniej funkcjonariusze zatrzymali 40-tonowy zestaw na ukraińskich rejestracjach, który nie miał hamulców na jednym z przednich kół.