Przewoźnicy ekspresowi (busiarze) nie wyobrażają sobie wprowadzenia w sierpniu 2026 roku obowiązku stosowania tachografów w samochodach o dmc od 2,5 do 3,5 ton dmc. – Liczą na przesunięcie terminu lub odroczenie. Część właścicieli, którzy zakładają, że jednak przepis będzie obowiązywał, przewiduje zamknięcie firmy – opisuje sytuację branży prezes Polskiej Unii Transportu Leszek Luda.
Ceny w górę
Dodaje, że załadowcy będą musieli dostosować się do nowej sytuacji. – Przewozy ekspresowe nadal będą potrzebne, choć wraz z nadejściem tachografów zmaleją przebiegi lekkich aut, a zatem wzrosną ceny – spodziewa się Luda.
Czytaj więcej
Rośnie zagraniczna, internetowa sprzedaż polskich firm, jednak jak pokazują badania wsparcie może przyspieszyć zagraniczną ekspansję.
Także Teodor Kula, przedstawiciel zajmującej się rynkiem spotowym firmy Done! Deliveries zauważa, że w ostatnich osiemnastu miesiącach wypadło z rynku dużo firm, a większe podmioty twardo trzymają cenę.
O podwyżkach mówi również jeden z większych graczy w segmencie ekspresowym, pszczyńska firma TVM Transport & Logistics. – Wzrost cen dla transportów ekspresowych jest nieunikniony – przekonuje prezes TVM Paweł Kowalski.
Wylicza, że samo wysłanie 2 kierowców w samochodzie dostawczym, żeby spełnić wymogi rozporządzenia 561 podnosi koszt ok 20 proc. – Do tego utrudnione będzie pozyskiwanie przez przewoźników tzw. doładunków, czyli większość transportów, niezależnie czy to będzie 1 czy 8 palet będą przez przewoźników wyceniane jako tzw. dostawy „solo”. W efekcie usługi ekspresowe staną się droższe i mniej elastyczne, a jednocześnie bardziej wyspecjalizowane – prognozuje prezes TVM.
Zaawansowane rozwiązania
Część przedsiębiorców przechodzi z małych aut o dmc 3,5 tony na 8-10-tonowe, które mają większe kabiny i łatwiej zmieścić w nich 2-osobowe obsady. Nieliczni rozwijają sieciowe magazyny drobnicowe. – Znam dwie firmy, które we Włoszech kupiły spółki i zarejestrują na nie samochody, które będą świadczyć usługi przewozowe na małych odległościach w transporcie lokalnym – stwierdza Kula.
Również Kowalski spodziewa się, że większość konkurencji albo wykorzysta podwójne obsady w lekkich samochodach, albo wydłuży czas dostawy do Niemiec lub Włoch do trzech dni. Sam jednak przygotowuje nowy model działania, dzięki któremu nawet w nowych okolicznościach jego firma utrzyma dotychczasowe, krótkie czasy dostaw.
Czytaj więcej
Coraz głębszy kryzys europejskiego przemysłu samochodowego i wyśrubowane regulacje ekologiczne doprowadziły do zapaści w przemyśle stalowymi i tran...
Tworzy sieć magazynów połączonych liniami o dużej częstotliwości. Firma dysponuje obiektami w Studzienicach, Weronie, Dusseldorfie i Gyal na Węgrzech. Między Studzienicami i Weroną codziennie jeździ po 5 zestawów mieszczących 38 europalet. Samochód w podwójnej obsadzie pokuje trasę w 13 godzin. Z obu magazynów palety rozwożone są lekkimi pojazdami w ruchu krajowym, w którym nie są wymagane tachografy.
Podobny model działania funkcjonuje także przy pozostałych magazynach. – Proponujemy kierowcom zmianę modelu tras, które wykonują: z międzynarodowych na lokalne (krajowe) do 10-12 godzin dziennie przy 4-dniowym tygodniu pracy – tłumaczy Kowalski.