W kwietniu zarejestrowano w Polsce 3469 samochodów ciężarowych o dmc pow. 3,5 tony, o ponad 29 proc. więcej niż rok wcześniej. Rejestracje ciągników siodłowych przyspieszyły o 35,4 proc. do 2669 sztuk. To lepszy o 118 sztuk wynik od rekordowego do tej pory kwietnia 2021 roku. Ciągniki stanowią 77 proc. rynku. 

Po czterech miesiącach przyrost rejestracji jest jeszcze bardziej imponujący i wynosi niemal 38 proc. w przypadku ciągników oraz 31,8 proc. dla samochodów ciężarowych razem, podlicza Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego. 

Czytaj więcej

Planeta już nie płonie

PZPM zaznacza, że rynek samochodów ciężarowych rośnie nieprzerwanie od czerwca 2025 roku, czyli jedenasty raz z rzędu, przy czym dwucyfrowo dziewiąty raz z rzędu. 

Od początku roku, wśród samochodów ciężarowych liderem jest Scania z wynikiem 2289 sztuk (poprawa o 12 proc.), przed Volvo (2266 szt., więcej o 15 proc.), Mercedesem (2023 szt., wzrost o 83 proc.), MAN (1759 szt., przyrost o 56 proc.) i DAF (1715 szt., więcej o 34 proc.), informuje PZPM. 

Wyższe stawki, słabe prognozy

Duże wzrosty wynikają z poprawy stawek frachtowych, których wysokość poprawiła się w ostatnich miesiącach. Giełda Trans.eu szacuje, że wzrosły o 10 proc., a przewoźnicy masowo pojawiają się na atrakcyjnym rynku chwilowym, stroniąc od gorzej płatnych zleceń kontraktowych. 

Jednak na dłuższą metę powodów do optymizmu nie ma. Wskaźnik PMI pozostaje poniżej 50 punktów już od roku, nowe zamówienia spadają trzynasty miesiąc z rzędu, a dynamika kosztów produkcji jest najsilniejsza od 2022 roku. - Nieznaczny wzrost wartości indeksu w kwietniu nie oznacza poprawy koniunktury. Jest w dużej mierze efektem wydłużonych czasów dostaw oraz akumulacji zapasów, jako reakcji defensywnej na ryzyka geopolityczne i surowcowe, a nie na realny popyt – ocenia prezes zarządu Smart Project Radosław Śliwka.

Także rynki eksportowe stoją pod znakiem zapytania. Głównym odbiorcą polskich produktów są Niemcy 27 proc., a Czechy i Francja daleko w tyle po 6 proc. Tymczasem niemiecka gospodarka zmaga się z narastającymi trudnościami. W pierwszym kwartale PKB wzrósł o 0,3 proc. r/r, utrzymując niską dynamikę obserwowaną w poprzednich kwartałach. Dodatkowo, wzrost PKB za 2025 został zrewidowany do 0,3 proc. z wcześniejszych 0,4 proc. Słabe wyniki gospodarcze przyczyniły się do wzrostu stopy bezrobocia, która w marcu i kwietniu wyniosła 6,4 proc., osiągając poziom porównywalny ze szczytem pandemii i przewyższając wartości notowane od 2015 – wskazują analitycy PKO. 

Czytaj więcej

TLP: kierowcy będą pozbawieni świadczeń socjalnych

Według kwietniowego badania biznesowego ifo, 8,1 proc. firm w Niemczech uważa, że ​​ich przetrwanie jest zagrożone. – Sytuacja gospodarcza pozostaje napięta – przyznaje dyrektor ds. badań w ifo Klaus Wohlrabe. – Biorąc pod uwagę niepewność geopolityczną, liczba niewypłacalności prawdopodobnie utrzyma się na wysokim poziomie w nadchodzących miesiącach – wskazuje Wohlrabe.

Motoryzacja i chemia na minusie

Nic dziwnego, że w kwietniu klimat biznesowy w niemieckim przemyśle motoryzacyjnym pogorszył się, a wskaźnik spadł do minus 23,8 punktu, z minus 19,0 punktu w marcu. Chociaż firmy oceniają swoją obecną sytuację biznesową jako lepszą niż w poprzednim miesiącu, są znacznie bardziej pesymistycznie nastawione do nadchodzących miesięcy. Oczekiwania biznesowe spadły do ​​minus 30,7 punktu, z minus 15,3 punktu w marcu. „Kryzys w Iranie dodatkowo obciąża i tak już osłabiony przemysł motoryzacyjny” – mówi Anita Wölfl, ekspertka branżowa z instytutu ifo.

Także w niemieckim przemyśle chemicznym uległ pogorszeniu klimat biznesowy. Jego wkaźnik spadł do minus 29,0 punktów, z minus 25,1 punktów w marcu, co stanowi najniższy poziom od prawie trzech lat. 

Firmy oceniły swoją sytuację biznesową na poziomie minus 27,1 punktów jako nieco lepszą niż w marcu, kiedy wynosiła minus 31,2 punktów. Z kolei oczekiwania cenowe gwałtownie spadły z minus 18,6 do minus 30,9 punktów. – Branża chemiczna jest bardzo pesymistycznie nastawiona do przyszłości, pomimo pojedynczych jasnych punktów w obecnej sytuacji – zaznacza ekspertka branżowa z Ifo Anna Wolf.

Czytaj więcej

Unijne sankcje to ruletka dla firm spedycyjnych

Turbulencje w globalnych łańcuchach dostaw – wywołane kryzysem irańskim – doprowadziły w kwietniu do paradoksalnego rozwoju sytuacji: z jednej strony firmy zgłaszają wzrost liczby zamówień, ponieważ klienci przechodzą na produkty lokalne. Z drugiej strony, co trzecia firma zmaga się jednocześnie z niedoborami materiałów. Ceny chemikaliów wzrosły, a firmy spodziewają się dalszych podwyżek. Przedsiębiorstwa postrzegają jednak wzrost popytu jako przejściowy: planują ograniczyć produkcję w nadchodzących miesiącach, a ich plany zatrudnienia pozostają restrykcyjne. – Nieznaczne ożywienie koniunktury w kwietniu jest przede wszystkim odzwierciedleniem zakłóceń w łańcuchach dostaw, a nie trwałej poprawy koniunktury – mówi Wolf.