Europejscy producenci i logistycy niepokoją się wojną celną. Zaznaczają, że w każdym kryzysie kryje się również szansa: reorganizacja globalnych łańcuchów dostaw stwarza potencjał dla większej dywersyfikacji, nowych partnerstw z krajami trzecimi i silniejszej roli Europy w handlu światowym. Logistyka może być i będzie częścią tych rozwiązań.
Temat będzie omawiany w szerszym gronie: około 50 ministrów i delegatów z ponad 80 krajów spotka się w Lipsku w Niemczech od 21 do 23 maja, aby wzmocnić odporność globalnych systemów transportu i logistyki na rosnące wstrząsy i zakłócenia. Szczyt jest organizowany przez Międzynarodowe Forum Transportu przy OECD.
Czytaj więcej
Poważny kryzys branży transportowej odcisnął piętno na producentach naczep. Grupa Wielton, wiodący w Europie gracz tej branży, zakończyła 2024 rok...
Tymczasem Polska ma ogromny potencjał, aby stać się regionalnym centrum logistycznym oraz bramą do Europy dla azjatyckich firm, ale wymaga to o wiele większych niż dotychczas inwestycji w rozwój infrastruktury portowej, tak aby stała się jeszcze bardziej konkurencyjna w porównaniu do Rotterdamu lub Hamburga, uważa prezes Rohlig Suus Logistics Piotr Iwo Chmielewski w panelu dyskusyjnym na temat polskich portów morskich.
Polskie porty zapleczem dla innych krajów
Podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego Chmielewski podkreślił, że kraj potrzebuje spójnej strategii rozwoju portów morskich. – Toczące się inwestycje w terminalach cieszą i są potrzebne, ale do zwiększania przepustowości niezbędna jest sprawna infrastruktura transportowa, zwłaszcza intermodalna – trakcje kolejowe i sieć terminali przeładunkowych – wymienia prezes Rohlig Suus.
Wskazuje, że rozwój portów pozwala skutecznie konkurować o rynki krajów Europy Środkowo-Wschodniej bez dostępu do morza z terminalami z Niemiec i Holandii czy z Europy Południowej. – Im większa operacyjność naszych terminali i gęstsza sieć intermodalna z Polski na południe, tym większy potencjał na przejęcie przesyłek morskich do Czech, Słowacji, Węgier czy nawet Austrii – podkreśla Chmielewski.Uważa, że im więcej bezpośrednich połączeń linii żeglugowych z USA, Chin, Azji Południowej czy Bliskiego Wschodu, tym większa atrakcyjność naszych terminali w globalnych łańcuchach dostaw. – Potrzebujemy do tego stale rosnącej liczby kontenerów – a potencjał w tym zakresie nadal jest duży. Obsługa kontenerów to dziś wciąż mniej niż połowa biznesu portów – zaznacza prezes Rohlig Suus. Twierdzi, że polskie porty są w tym bardzo istotne w odbudowie ukraińskiej gospodarki, zwłaszcza dla zachodniej części Ukrainy. – Z Gdańska do Lwowa jest bliżej niż z Odessy. Rumunia ma także potencjał, ale skala możliwości portu w Konstancy i rozwój infrastruktury transportowej, który co prawda postępuje, są na niższym poziomie niż w Polsce – ocenia Chmielewski.
Czytaj więcej
Europejscy przewoźnicy kupują coraz mniej samochodów, jednak składają coraz więcej zamówień, więc druga połowa roku może przynieść ożywienie.
Krok po kroku
Joanna Porath z agencji celnej AC Porath przyznaje, że diagnoza jest trafna. – Polska rzeczywiście ma wszystkie atuty, by stać się bramą na Europę i to nie tylko dla Azji, ale również dla partnerów z Bliskiego Wschodu czy Afryki. Ale jak każda brama, potrzebuje solidnych zawiasów i szerokiego prześwitu — czyli inwestycji w infrastrukturę portową, interoperacyjność systemów logistycznych oraz cyfryzację procesów. Konsekwentnie i małymi kroczkami przenosimy potoki ładunkowe z Hamburga do Baltic Hub - tu 15, tam 35 - dzięki czemu budujemy stabilny wzrost obsługi w Polsce – podkreśla Porath.