Rok 2021 zakończył się rekordowo wysokimi cenami w transporcie drogowym, wynika z raportu Międzynarodowej Unii Transportu Drogowego IRU, Upply oraz firmy doradczej Ti. Wskaźnik cen sięgnął 108,3, to jest o 3,2 punktu więcej niż rok wcześniej. Jest to szósty kwartał wzrostów cen. 

Autorzy raportu dodają, że ceny pozostaną na wysokim poziomie, ponieważ popyt na transport nie maleje. Niemieckie firmy mają pełne portfele zamówień jak nigdy, odkąd prowadzone są rankingi, czyli od lat sześćdziesiątych. Sprzedaż detaliczna w Wielkiej Brytanii była w listopadzie 2021 roku o 7,2% wyższa niż przed pandemią. – Nie pamiętam tak obłożonego zamówieniami stycznia – przyznaje Grzegorz Ruta z Ruta Transport. 

Timocom informował, że już w trzecim kwartale 2021 liczba ofert frachtu w 46 europejskich krajach była o 51 proc. większa niż rok wcześniej. Pomimo problemów przemysłu samochodowego, wzrosła także liczba ofert transportu krajowego w Niemczech i we Francji. 

Wysokie ceny paliw zmuszają przewoźników do podwyżek, jednak najpoważniejszym czynnikiem windującym ceny jest brak kierowców. 

Raport IRU, Upply oraz Ti podlicza, że w Wielkiej Brytanii potrzeba 100 tys., w Niemczech i Polsce po 60 tys., we Francji 31 tys. i we Włoszech i Hiszpanii 20 tys. kierowców. 

Braki pogłębi Pakiet Mobilności. Od końca lutego samochody będą musiały obowiązkowo wracać co 8 tygodni do bazy. Dla ciężarówki są to stracone nawet dwa dni oraz w rezultacie skrócony o ten okres czas pracy kierowcy, który jest kluczowym czynnikiem. – Zmiana dotknie przede wszystkim firmy, które do tej pory pozostawiały swoją flotę za granicą – tym bardziej im dalej od swoich baz w Polsce te samochody zostawiali. Pojazdy będą więc wyłączone z możliwości zarobkowania tak jak do tej pory raz na 8 tygodni na czas powrotu i ponownego wyjazdu. Dojdą także koszty paliwa na ten przejazd, a nie przewiduję, żeby ilość ładunków zjazdowych i wyjazdowych z Polski się zwiększyła. Warto zauważyć, że jest to tym większe obciążenie dla przedsiębiorstw, im bardziej są ich bazy oddalone od największy rynków transportowych – czyli przewoźnicy np. z Litwy, Łotwy, Estonii, Rumunii czy Bułgarii, którzy większość przewozów wykonywali w krajach starej Unii (Niemcy, Francja, Belgia, Holandia, itp.) zmiany odczują najbardziej. Część z nich już przenosi firmy na rynki bliższe, np. do Polski czy Niemiec – wskazuje ekspert Grupy Inelo Mateusz Włoch.