Parlament Europejski i Rada osiągnęły tymczasowe porozumienie w sprawie zmian przepisów dotyczących „eurowiniety” (Eurovignette), które jednak nie uwzględnia efektywności naczep w ramach opłat drogowych opartych na emisji CO2.

Komisja Europejska stwierdziła, że ​​„naczepy mogą ograniczyć zużycie paliwa oraz emisję CO2 w pojazdach konwencjonalnych, a także zwiększyć zasięg pojazdów bezemisyjnych.” 

Czytaj więcej

Fundusz Kolejowy jak fatamorgana

Parlament Europejski poinformował, że negocjatorzy dostrzegli te korzyści, jednak – wskazując na obecne trudności wdrożeniowe oraz brak odpowiedniej metodologii – zdecydowali o odroczeniu ostatecznej decyzji. 

Tymczasowe porozumienie umożliwi również państwom członkowskim UE, które stosują zwolnienia z opłat drogowych dla pojazdów bezemisyjnych, oferowanie – do 30 czerwca 2031 r. – obniżek opłat drogowych w wysokości do 75 proc. dla niskoemisyjnych pojazdów ciężarowych. Bezemisyjne samochody ciężarowe i autobusy mogą pozostać zwolnione z opłat za korzystanie z dróg oraz opłat infrastrukturalnych aż do tego samego terminu.

Drakońskie kary

Przed „niekoemisyjnymi” naczepami bronią się przewoźnicy. Dodatkowe spojlery umieszczane z tyłu i na spodzie pojazdów łatwo uszkodzić, a wymiana pociąga za sobą spore koszty. Przewoźnicy krytykują także opony o niskich oporach tocznia, zarzucając niską trwałość i przyczepność, co pogarsza bezpieczeństwo ruchu drogowego. 

Z kolei producenci naczep walczą od kilku lat z Komisją Europejską, która domaga się od nich 10-procentowej redukcji emisji CO2 (dla naczepy dmc co najmniej 8 ton) oraz 7,5-procentowej redukcji dla przyczep (o dmc powyżej 8 ton).

Czytaj więcej

Dobry październik dla importerów ciężarówek i przewoźników

Za złamanie rozporządzenia producent zapłaci 4250 euro za gram CO2/tonokilometr, natomiast jeżeli przekroczenie sięgnie 0,5 g/tkm, kara wyniesie 2125 euro. Z obowiązku zwolnienie są firmy produkujące mniej niż 300 pojazdów rocznie. 

Przemysł alarmuje, że przewidywane kary mogą iść w setki milionów euro rocznie i stanowią zagrożenie dla istnienia firm. Przykładowo Krone w roku obrotowym 2022/2023 wyprodukował 35 000 pojazdów. Gdyby Krone nie osiągnął unijnego celu oszczędności zaledwie o 1 gram CO2/tkm, opłata karna wyniosłaby 148 750 000 euro. To znacznie więcej niż skonsolidowany zysk całej Grupy Krone, który wyniósł niecałe 107 milionów euro. Opłata byłaby naliczana co roku od nowo zarejestrowanych naczep. 

Nierealistyczne cele

Producenci przyczep i naczep zaskarżyli unijne wymogi do TSUE, ale przegrali. Tymczasem obniżenie emisji CO2 transportu idzie opornie. Głównym narzędziem promowanym przez producentów taboru jest elektryfikacja. Prezeska Daimler Truck Karin Radstrom przypomina, że potrzeba 35 proc. udziału elektryków w 2030 roku, a zostało tylko 5 lat. Klienci wahają się, bo koszt zakupu jest wysoki, a infrastruktura niegotowa.

Czytaj więcej

Czy Orlen Paczka będzie drugim graczem na rynku kurierskim?

Jedna z największych w Europie sieci drobnicowych, Dachser, zamierza obniżyć do 2030 roku emisje CO2 o 40 proc., jednak ma tylko 200 elektryków, gdy codziennie zatrudnia 15 tys. ciężarówek. 

Dlatego niemieckie Stowarzyszenie Przemysłu Motoryzacyjnego VDA wsparło producentów naczep. VDA uważa cele redukcji emisji CO2 za nierealistycznie wysokie i nieosiągalne dla flot.