Elektryczna ciężarówka Volvo FL w teście firmy No Limit pokonała 5056 km, zużyła 7056 kWh i zwróciła 1024 kWh z rekuperacji. Średnie zużycie energii wyniosło 120,15 kWh/100 km. 

Elektryczne Volvo jeździło z magazynów w Grodzisku Mazowieckim i Pruszkowie do sklepów firm H&M oraz Ikea w centrach miast. Zasięg pojazdu wyniósł od 140 do 180 km w zależności od masy ładunku oraz liczby przystanków. Na trasie Warszawa-Łódź (Grodzisk Mazowiecki – Stryków) zasięg wzrósł do 200 km z prędkością 72 km/h i masie ładunku 6 ton. – Elektryczna ciężarówka to alternatywa na ostatniej mili. W projekcie sprawdziliśmy kilka scenariuszy logistycznych i wszystkie założenia potwierdziły się. Nawet udał się dojazd do Łodzi na jednym ładowaniu – podkreśla odpowiadający za dostawy w No Limit Maciej Rybak. 

Dodaje, że największym wyzwaniem jest ładowanie akumulatorów. Firma postawiła przy rampach magazynowych 4 ładowarki o mocy 50 kW każda. Dzięki temu elektryczne Volvo nie traciło czasu na ładowanie. 

Dodatkowo w 3 miesiące No Limit zainstalował 18 wolnych ładowarek dla elektrycznych Crafterów i Sprinterów. Elektryczne dostawczaki zastępują w firmie gazowe modele. 

Elektrycznych ciężarówek będzie więcej

Elektryczny FL kupiła sieć dyskontów Żabka, korzystając z finansowania fabrycznego Volvo. Piotr Werner z Volvo Trucks podkreśla, że koncern ma autobusy elektryczne od 2010 roku i jest to znana technologia, bez niespodzianek technicznych i co do zasięgu. 

Sygnalizuje, że pojawią się także elektryczne ciągniki siodłowe. Od września Volvo wprowadzi do oferty ciągnik siodłowy o zasięgu 300 km przy 30 tonach dmc, z czego ponad 2 tony to masa akumulatorów. Technicznie dmc zestawu będzie mogło wynosić 44 tony. – Mamy podpisane 2 listy intencyjne na dostawę elektrycznego ciągnika – zaznacza Werner. 

Ciągniki siodłowe wprowadza również DAF. Zestaw będzie miał 38 ton dmc i zasięg 250 km. – To druga generacja ciągnika, z elektrycznym napędem zaadaptowanym z autobusów VDL – tłumaczy Zbigniew Kołodziejek z DAF Trucks. 

Elektryczny ciągnik siodłowy DAF CF

Elektryczny ciągnik siodłowy DAF CF

Robert Przybylski

Samochody będą wynajmowane na 6 lat razem z kontraktem serwisowym i gwarancją na akumulatory, po czym producent odbierze pojazdy. Wycenione są na 332 tys. euro. DAF proponuje także (w oddzielnym kontrakcie) różne modele ładowarek, z których najszybsza i najdroższa kosztuje 150 tys. euro. – Proces sprzedaży takich samochodów obejmuje analizę potrzeb klienta i optymalizację tras, na jakich będzie pracował elektryk – wyjaśnia Kołodziejek. 

Dodaje, że ma ośmiu zaoferowanych klientów. – Rozmowy trwają od dwóch i pół miesiąca, ale zazwyczaj całość zajmuje 8 miesięcy – opisuje przedstawiciel DAF. 

Dla idei

No Limit szacuje, że elektryczne ciężarówki są co najmniej o połowę tańsze w użytkowaniu. Przy wysokich cenach paliw wydatki mogą być nawet o 60 proc. mniejsze. Jednak same pojazdy są 4 razy droższe od spalinowych i mniej funkcjonalne, wymagają także kosztownego zaplecza do ładowania akumulatorów. 

- Nie patrzyliśmy na testy pod kątem łącznych kosztów użytkowania. Chodziło nam o sprawdzenie funkcjonalności elektrycznych pojazdów, które sprawdzają się na ostatniej mili. Nie ma odwrotu od elektryfikacji i nie chodzi o koszty – zaznacza Rybak. 

Do korzystania z takich ciężarówek zmuszą regulacje. – Szwajcaria, Austria, Holandia, Niemcy w centrach metropolii i miasta uzdrowiskowe wprowadziły strefy o zerowej emisji. Obejmą one także mieszkańców i służby komunalne – wskazuje Kołodziejek.

Wymagania ekologiczne już są częścią umów. – Już dostajemy przetargi z wymogiem udziału 20 proc. transportu o niskiej emisji. Biznes jest świadom ze to będzie kosztować i jest otwarty na rozmowę. Widzimy zainteresowanie wśród dużych międzynarodowych korporacji. 5-6 lat temu o ekologiczny transport pytały tylko szwedzkie firmy, teraz podobne pytania trafiają od firm z innych krajów – przyznaje Rybak.Rosnący popyt notują również producenci taboru. Volvo już sprzedało 500 elektrycznych ciężarówek w Europie i drugie tyle na świecie. Podobną ofertę mają Scania, Mitsubishi, więc przewoźnicy będą mieli z czego wybierać. A co najważniejsze spadną ceny taboru.