Zapycha się rynek elektrosamochodów

W Niemczech popyt na elektryczne samochody nie rośnie od kilku miesięcy. Elektrorewolucja traci rozpęd.

Publikacja: 11.07.2022 19:08

Zapycha się rynek elektrosamochodów

Foto: Mercedes-Benz Trucks

Komisja Europejska zakłada, że za kilkanaście lat znikną silniki spalinowe z samochodów ciężarowych. Jak takie przejście wygląda można zobaczyć na rynku aut osobowych. W tym przypadku unijni biurokraci wspólnie z przemysłem samochodowym przewidują, że po 2035 roku pozostaną w ofercie tylko auta elektryczne. 

Popyt nie rośnie

W Niemczech, największym rynku samochodowym w Europie, ich udział od czterech miesięcy ustalił się na 25 proc., choć oferta elektrycznych modeli jest coraz szersza. – Skoro nie rośnie popularność samochodów elektrycznych, to trzeba się przyjrzeć, czego rynek będzie oczekiwać w najbliższych miesiącach i latach. Władze publiczne znajdą się pod ogromną presją, jeśli będą forsować regulacje, które nie znajdują autentycznego uznania wśród większościowego grona użytkowników samochodów osobowych. Nie należy nadinterpretowywać zjawiska popularności drogich samochodów elektrycznych w nielicznej grupie najbogatszych konsumentów, wśród których wielu dysponuje więcej niż jednym pojazdem w gospodarstwie domowym – podkreśla prof. Wojciech Paprocki z SGH. 

Czytaj więcej

Najlepszy rok w historii branży TSL. Ranking Logistyki

W drugiej połowie 2021 roku udział rejestracji nowych aut elektrycznych na rynku niemieckim przekraczał nawet 30 proc. – Po kilku latach elektrorewolucji nadal nie jesteśmy na nią ani gotowi, ani do niej przekonani. Brak infrastruktury, czystych źródeł energii, wystarczającego rozwoju technologii, metod utylizacji, a przede wszystkim ograniczone zasoby naturalne zweryfikują ostro popyt zapewniany w Europie tylko dzięki rządowym dopłatom – uważa analityk Autovista (Eurotax) Marcin Kardas. 

Podkreśla, że elektryfikacja to proces, w którym samochody to etap końcowy, a nie początkowy. – Skutki odwróconej filozofii już widzimy w postaci superdrogich samochodów i to nie tylko elektrycznych oraz oporu przed zakupem elektryków pomimo nachalnej propagandy. Pojazdy przestają być dostępne nie ze względu na brak podaży, ale cenę. Koszty elektryfikacji (a raczej marzenia o czystym źródle napędu, którym samochody elektryczne na pewno nie są) już są ogromne – alarmuje Kardas. 

Czytaj więcej

Wodór jest zbyt kosztowny dla transportu drogowego

Pałacowa rewolucja motoryzacyjna

Przyznaje, że kraje europejskie stoją u progu rewolucji w motoryzacji. – Pytanie, czy powinna być wprowadzana rękami urzędników, czy drogą naturalnej ewolucji napędów. Jedna jest szybka i bardzo kosztowna, druga powolna, ale skuteczna i dająca wolny wybór kierowcom. Wolałbym skupić wysiłki na infrastrukturze, czystej energii i zachętach, a nie wymuszać zmianę, a potem walczyć ze skutkami – stwierdza Kardas. 

Europejskie Stowarzyszenie Producentów Samochodów ACEA szacuje, że do 2030 roku musi powstać 6,8 mln publicznych punktów ładowania, jeśli motoryzacja ma zmniejszyć o 55 proc. emisje CO2. Od 2021 roku tygodniowo powinno powstawać 14 tys. punktów, gdy władze unijne zakładają 7-krotnie niższe tempo. ACEA oblicza wartość inwestycji w ładowarki na 280 mld euro, łącznie z wydatkami na wzmocnienie sieci energetycznych. 

Czytaj więcej

Inwestorzy pakują miliardy w cyfrowe spedycje

Unijna dyskusja mająca doprowadzić do podjęcia decyzji o wprowadzeniu zakazu dopuszczania do ruchu nowych samochodów osobowych, które są emitentami CO2, niepokoi także prof. Paprockiego. – Władze publiczne (Parlament UE, Komisja UE, Rada Europejska skupiająca szefów państw członkowskich oraz rządy) są przekonane, że politycy i urzędnicy „wiedzą lepiej niż uczestnicy rynku”. A rynek to dwie strony: producentów i konsumentów. Ich głosy są uwzględniane, pod warunkiem, że pokrywają się z poglądami przedstawicieli władzy – zauważa profesor.

Przypuszcza, że szefowie koncernów motoryzacyjnych nie chcą otwarcie się przeciwstawiać władzy (od której decyzji zależą dotacje i kształt regulacji). – Zatem z ich strony publicznie jest wyrażane zaangażowanie w transformację energetyczną motoryzacji indywidualnej. Do opinii publicznej nie trafia więc rzetelny komunikat, co inwestorzy i management tego sektora faktycznie planują – ostrzega Paprocki. 

Czytaj więcej

W Niemczech zmotoryzowani przesiedli się do pociągów

Dodaje, że władze publiczne nie są jednak zgodne, czego chcą i w jakim tempie mają być przeprowadzone zmiany. – Na szczeblu krajowym uwidacznia się rozbieżność interesów lokalnego biznesu w każdym kraju UE oraz wielkich koncernów, które mają siedziby jedynie w kilku krajach UE. Po trzecie - i najważniejsze - trzeba spojrzeć, czego chcą i na co jest stać konsumentów – kończy Paprocki.

Komisja Europejska zakłada, że za kilkanaście lat znikną silniki spalinowe z samochodów ciężarowych. Jak takie przejście wygląda można zobaczyć na rynku aut osobowych. W tym przypadku unijni biurokraci wspólnie z przemysłem samochodowym przewidują, że po 2035 roku pozostaną w ofercie tylko auta elektryczne. 

Popyt nie rośnie

Pozostało 93% artykułu
Systemy IT
Od gier komputerowych do magazynu
Szynowy
Transport drogowy ma zazielenić się bez unijnej pomocy
Morski
We wrześniu DCT Gdańsk zacznie budowę terminala kontenerowego za ponad miliard zł
Drogowy
Jesienią przewidywana fala bankructw przewoźników drogowych
Materiał Promocyjny
Mazda CX-5 – wszystko, co dobre, ma swój koniec
Elektromobilność
Elektryczne ciężarówki nie naładują akumulatorów
Materiał Promocyjny
Branża bankowa gorszy okres ma za sobą