Fot. ViaToll

Przewoźnicy alarmują, że nowy system poboru myta będzie ryzykowny dla przedsiębiorców i doprowadzi do licznych, niepotrzebnych kar.

W drugiej połowie przyszłego roku rozpocznie funkcjonowanie nowy system poboru myta. Przygotowuje go szef Krajowej Administracji Skarbowej na mocy obowiązującej od 1 lipca 2002 roku znowelizowanej ustawy o drogach publicznych.

Smartfony i aplikacje

Prace nad nowym systemem Departamentu Poboru Opłat Drogowych Ministerstwa Finansów są zaawansowane, jednak proponowane rozwiązania budzą protesty wśród przewoźników. – System przerzuca koszty i ryzyko funkcjonowania na użytkownika. Zmusza przewoźników do kupna smartfonów lub urządzeń pokładowych (OBU), gdy we wszystkich krajach te urządzenia są wynajmowane za kaucją – alarmuje prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych Jan Buczek.

Czytaj więcej w: Skarbówka pobierze myto

Ministerstwo Finansów zapewnia, że „nie planuje zmian w otwartym modelu urządzeń dostępowych. Przewoźnik będzie mógł kupić/wydzierżawić zarówno urządzenie OBU, jak i zewnętrzny system lokalizacyjny (ZSL), albo korzystać z aplikacji mobilnej.”

Resort wskazuje, że większość pojazdów ciężarowych wykorzystywanych we flotach posiada już moduły GPS. MF wykorzystał je w systemie SENT, a usługi lokalizacji świadczy ponad 100 dostawców. Ministerstwo tłumaczy, że w przypadku technologii DSRC, tylko wykonawca systemu mógł dostarczyć urządzenie OBU.

Jak na Węgrzech

Fiskus jest zdania, że technologia pozycjonowania satelitarnego jest powszechnie wykorzystywana, zatem „dostarczanie urządzeń przez Skarb Państwa byłoby kosztowne, a sposób świadczenia usługi mógłby być nie dostosowany do potrzeb przewoźnika. Nie ma powodu, aby w tym przypadku administracja narzucała inny od wolnorynkowego mechanizmu zapewniania urządzeń. To przedsiębiorca wybierze najdogodniejszy dla siebie sposób realizacji obowiązków, z uwzględnieniem kosztu, a administracja dostarczy bezpłatną aplikację mobilną.”

Czytaj więcej w: Powrócą prewencyjne badania trzeźwości kierowców

Przedsiębiorcy jednak nie są zadowoleni z takiego rozwiązania. – Podobny system został wprowadzony kilka lat temu na Węgrzech. Urządzenia są najtańsze z możliwych, komunikują się tylko w jedną stronę i kierowca nawet nie wie, czy ma jeszcze pieniądze na koncie. Na Węgrzech ta informacja trafia przy pomocy sms do spedytora lub właściciela samochodu. Wiemy z doświadczenia, że węgierskie urządzenia są bardzo zawodne i kierowcy nieustannie mają z nimi problemy. Wielu nie chce tam jeździć, obawiając się kar nakładanych nie z ich winy – podkreśla prezes Buczek.

Łączność na własny koszt

Branżę transportową niepokoi także krótki, 15-minutowy czas na reakcję w przypadku braku sygnału i płatności. Wskazują, że w systemie SENT przerwa może trwać godzinę. MF zapewnia, że „określony w ustawie czas 15 minut jest optymalny dla szczelności i skuteczności systemu poboru opłat oraz pozwala na opuszczenie drogi płatnej przez pojazd. Dane geolokalizacyjne są w tym przypadku wykorzystywane do naliczenia opłaty, z tego względu nie jest możliwe dopuszczenie dłuższej przerwy. Z tego powodu porównanie do rozwiązań systemu SENT jest nietrafne i niemożliwe do zastosowania, mimo wykorzystania tych samych narzędzi.”

Czytaj więcej w: Ranking TSL 2020

Przedsiębiorcy obawiają się, że w przypadku braku sygnału lub łączności, poborca myta wskaże przewoźnika jako winnego zaistniałej sytuacji. Zapewne pracodawca lub kierowca będą mogli odwołać się od decyzji administracyjnej, jednak sądowa droga do wykazania niewinności jest długa i kosztowna.

– Chcemy poważnego traktowania i profesjonalnych urządzeń, za które odpowiedzialność bierze operator systemu, a nie użytkownik elektroniki. W obecnym kształcie państwo przerzuciło na przewoźników odpowiedzialność za działanie systemu. Nawet koszty transmisji danych poniesie przedsiębiorca – wymienia prezes ZMPD.

Ministerstwo powołuje się na doświadczenia z wdrożenia i działania systemu SENT, które „nie wskazują, aby koszty transmisji były uciążliwym problem dla przedsiębiorców.”

Numery naczep i VIN

Znowelizowana ustawa zakłada pobór numeru VIN pojazdów. Ten kod zawiera 17 znaków i jest pewne, że w przekazanych danych będą błędy. W obecnie użytkowanym systemie najczęściej pojawiają się pomyłki w numerach rejestracyjnych, a przecież są one dużo prostsze od VIN. Problem będzie dotyczył zagranicznych przewoźników, których na ponad milion zarejestrowanych podmiotów w ViaToll jest 15 proc.

Czytaj więcej w: Uber Freight wycofał się z Europy

MF tłumaczy, że „wpisanie VIN samochodu, jest konieczne ze względu na planowaną integracją z Centralną Ewidencją Pojazdów.” Nie bierze jednak pod uwagę podmiotów zagranicznych.

Branża transportowa uważa, że kolejnym złym pomysłem jest wpisywanie numeru rejestracyjnego naczepy. – Nie wiem czemu ma służyć jej identyfikacja, skoro stawki opłat zależą od liczby osi i klasy emisji spalin. Wpisywanie numeru rejestracyjnego naczepy to zbędne obciążenie kierowcy, a błąd powoduje karę w wysokości 500 zł – zaznacza prezes Buczek.

MF wyjaśnia, że „podanie numeru rejestracyjnego naczepy jest koniecznie ze względu na możliwość kontroli uiszczenia opłaty.”

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Fulfilment: najszybciej rosnąca gałąź logistyki

Fulfilment to nowa usługa dla sklepów internetowych, która ma najszybsze tempo wzrostu w branży ...

Wynajem hal. Co przyciąga najemców z zagranicy

Kto pamięta czasy, gdy za wynajęcie metra nowoczesnej hali firmy płaciły bez marudzenia 10 ...

Lotos będzie konkurował z Laude i Captrain Polska

W najszybciej rosnący segment przewozów kolejowych mocniej wchodzi Lotos Kolej. Spółka kupiła wielosystemową lokomotywę ...

Czterech chętnych do budowy Portu Zewnętrznego w Gdyni

Gdynia krok bliżej do budowy Portu Zewnętrznego. Zachęcające styczniowe wyniki przeładunków. Terminale Portu Gdynia ...

Niewystarczająca infrastruktura hamuje wzrost lotniczych przewozów ładunków

Główni gracze rynku lotniczych przewozów ładunków ocenili podczas II Spotkania Liderów LTS jakie warunki ...