Główny Inspektor Sanitarny informuje, że od 31 grudnia 2019 roku do 25 lutego 2020 roku odnotowano 80 134 potwierdzone przypadki COVID-19, w tym 2 698 zgonów (3,4 proc.). Z tej liczny zgłoszono z Chin 2663 zgonów, Hongkongu 2, Iranu 12, Korei Południowej 8, pokładu międzynarodowego przewoźnika (Japonia) 3, Włoch 6, Tajwanu 1, Filipin 1, Japonii 1 i Francji 1.

GIS nie zaleca podróżowania do Chin oraz Korei Południowej, Włoch (w szczególności do regionu Lombardia, Wenecja Euganejska, Piemont, Emilia Romania), Iranu, Japonii, Tajlandii, Wietnamu, Singapuru i Tajwanu.

Oczekiwany boom w transporcie z Chin

W oczywisty sposób chińska epidemia wpłynęła na transport. LOT zawiesił połączenia z Chinami do odwołania, do Gdańskiego terminala kontenerowego DCT armatorzy odwołali dwa połączenia, nie kursuje większość pociągów kontenerowych łączących Chiny z Europą. Na dodatek mnożą się przypadki koronawirusa w północnych Włoszech.

Czytaj więcej w: Do kwietnia utrudniania w transporcie z Chin

Skutki epidemii nie są jeszcze jasne, ale ponieważ znaczna część chińskich przedsiębiorstw jest zamknięta do końca lutego, po ich ponownym otwarciu można spodziewać się boomu w eksporcie. – Spodziewamy się znacznego wzrostu wolumenu, gdy unormuje się sytuacja z funkcjonowaniem fabryk, a towary wyprodukowane ze znacznym opóźnieniem staną się pilnie potrzebne – stwierdza Seafreight Branch Manager, Raben Logistics Polska, Grupa Raben Janusz Witanowski.

Także inne firmy liczą się z taką możliwością. – Należy pamiętać, że powrót do pełnej sprawności światowego łańcucha dostaw może chwilę potrwać. Ciągle monitorujemy wraz z kolegami z oddziałów z Chin sytuację związaną koronawirusem, wznowienie produkcji oraz szukamy innych możliwości zapewnienia dostępu do artykułów niezbędnych zarówno w Chinach, jak i Europie – wyjaśnia Trade Lane Manager AsstrA-Associated Traffic Grzegorz Zdybel.

Duży popyt wywinduje ceny. – Klienci będą musieli liczyć się ze zwielokrotnionym popytem na usługi logistyczne, a co za tym idzie rosnącymi kosztami logistycznymi – ostrzega członek zarządu Rohlig Suus Logistics Andrzej Kozłowski.

Jak nie morzem to samochodem

Zdybel zaznacza, że popyt na dostawy towarów z Chin nie spadł. – Mamy raczej do czynienia z ograniczeniem wynikającym z dostępności produktów na rynku oraz z wydłużonym chińskim okresem świątecznym. Chiny nadal pozostają w czołówce krajów będących producentem na skalę globalną – przypomina Zdybel.

Czytaj więcej w: Wirus z Chin uderzył w przewozy morskie

Dodaje, że alternatywą dla transportu lotniczego czy kolejowego może być transport drogowy. – Zdecydowana większość stałych, kontraktowych dostawców ma zapisy w umowach do tyczące „siły wyższej”, dzięki czemu będą mogli ograniczyć kary wynikające z nieterminowych dostaw produktów do sieci handlowych. Trochę trudniejsza sytuacja dotyczy komponentów hi-tech i automotive sprowadzanych w systemie just-in-time czy just-in-sequence. Części dostarczane są bezpośrednio na linie produkcyjne, dlatego też czas dostawy i zapasy są kluczowe do utrzymania ciągłości produkcji – tłumaczy Zdybel.

Przewozy samochodowe jednak dopiero raczkują, a pozostałe gałęzie transportu mają niewielkie zdolności przewozowe w porównaniu do przewozów morskich. – Transport morski obejmuje około 95 proc. wszystkich ładunków jakie są transportowane na świecie. Nie ma zatem możliwości, aby wszystkie te towary zostały przeniesione na inne środki transportu bez znacznych opóźnień – podkreśla Seafreight Branch Manager, Raben Logistics Polska, Grupa Raben Dawid Graczyk.