Fala rosyjskich ataków na centra logistyczne na Ukrainie zmusza tamtejsze firmy do podjęcia strategicznych decyzji: pozostawienia zaplecza logistycznego w kraju lub przeniesienia za granicę. – Od tygodni ponownie obserwujemy zainteresowanie ze strony firm ukraińskich przeniesieniem części lub całości działalności produkcyjnej lub magazynowej do Polski. Rozważane są bardzo różne scenariusze – od tworzenia niewielkich magazynów buforowych do wielkoskalowych fabryk – opisuje Associate Director, Dział Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, AXI IMMO Marta Nowik.

Skala trudna do oszacowania

Branża zauważa, że to nie tylko kwestia relokacji biznesu, ale przede wszystkim budowania odporności łańcuchów dostaw. – W obliczu zagrożeń dla infrastruktury logistycznej w Ukrainie polskie magazyny stają się bezpiecznym zapleczem do utrzymywania zapasów i obsługi zarówno rynku ukraińskiego, jak i całej Unii Europejskiej – wyjaśnia partner associate lider w obszarze łańcucha dostaw w Deloitte Polska Tomasz Sączek.

Czytaj więcej

Norma czystości spalin wpadła w poślizg

Nowik przypomina, że pierwszą taką falę zapytań odnotowano bezpośrednio po rozpoczęciu rosyjskiej agresji w lutym 2022 roku. – Jeszcze za wcześnie, aby szacować skalę potencjalnego popytu – rozmowy są na różnym stopniu zaawansowania, a liczba możliwych scenariuszy bardzo duża. Widać, że firmy ukraińskie stoją przed strategicznymi decyzjami – wyjaśnia Nowik. 

W pierwszej kolejności obsługa logistyczna przenoszona jest na zachodnią część Ukrainy. – Korzysta z tego nie tylko obwód wołyński i lwowski, a więc te zlokalizowane przy granicy z Polską, ale również Zakarpacie, gdzie lokalni ukraińscy deweloperzy magazynowi budują mniejsze obiekty przy granicy ze Słowacją i Węgrami – wymienia dyrektor handlowy 7R Damian Kołata.  

Zainteresowanie potwierdza także Katarzyna Adamska, doradca w Dziale Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w Newmark Polska. – Pojawiają się zapytania o powierzchnie produkcyjne od podmiotów, które musiały pilnie przenieść całą działalność z Ukrainy do Polski. Szukają one hal zarówno na wynajem, jak i na zakup – przede wszystkim gotowych do natychmiastowego wprowadzenia się, przy czym nie muszą to być obiekty stricte klasy A. W przypadku samego magazynowania popyt jest standardowy – zauważa Adamska. 

Czytaj więcej

Nie będzie obniżki myta dla „zeroemisyjnych naczep”

Szacuje, że wszystkie te zapytania są nieporównywalnie mniejsze od skali zapotrzebowania generowanego obecnie przez podmioty chińskie. – Dodatkowo widzimy większą liczbę zapytań dotyczących obsługi logistycznej w województwach lubelskim i podkarpackim – wymienia Adamska.

Nie tylko wschodnia Polska

Sączek ocenia, że największe zainteresowanie dotyczy wschodniej i południowo-wschodniej Polsce, szczególnie w rejonie Rzeszowa, Lublina i Krakowa, choć znaczenie mają również centralne huby logistyczne. 

Nowik wskazuje, że firmy ukraińskie rozglądają się najczęściej w regionach wschodnich, ale rozważają również bardziej oddalone lokalizacje jak Małopolska czy Polska Centralna. – Zapytania dotyczą zarówno mniejszych, jak i większych powierzchni magazynowo-produkcyjnych w różnych częściach kraju – przyznaje przedstawicielka AXI IMMO. 

Dodaje, że ukraińscy przedsiębiorcy nie są zaskoczeni zasadami obowiązującymi na polskim rynku nieruchomości. – Mają świadomość, że standardem są umowy wieloletnie, najczęściej zawierane na okres około 3–5 lat, a w przypadku powierzchni wymagających dostosowania do produkcji również dłuższe. Krótsze okresy najmu są możliwe, jednak rzadziej, a ich dostępność zależy od konkretnego obiektu i warunków proponowanych przez właściciela – zastrzega Nowik. 

Czytaj więcej

Fundusz Kolejowy jak fatamorgana

Na nowych najemcach skorzystać może przede wszystkim Podkarpacie. – Dzięki budowie drogi ekspresowej Via Carpatia, która połączy drogą lądową Grecję, Bułgarię, Rumunię, Węgry, Słowację, Polskę i Litwę, wzmocniło się znaczenie tego regionu jeszcze przed wojną. Dodatkowo już istniejąca infrastruktura autostrady A4 czy Portu Lotniczego Rzeszów-Jasionka ze strefą cargo sprawa, że w przyszłości region ten będzie konkurować z innymi centrami dystrybucyjno-produkcyjnymi w Polsce jak i w Europie – zapewnia Kołata. 

Przyznaje, że pojawiają się również zapytania ukraińskich firm w rejonie Trójmiasta. – Pełnią one na razie rolę benchmarku i kreślenia scenariuszy na wypadek konieczności przeniesienia zapasów z zachodniej Ukrainy. Dopóki jednak możliwe jest przeniesienie ciężkości składowania zapasów w ramach jednego kraju, będą one wybierane w pierwszej kolejności – podkreśla dyrektor handlowy 7R. 

Rozeznanie rynku

Podobnie sytuacja ocenia Head of Industrial and Logistics Agency Poland Knight Frank Przemysław Piętak. – Obserwowana przez nas aktywność ukraińskich firm nie dotyczy jednak na razie bezpośredniego wynajmu powierzchni magazynowej, ale głównie poszukiwania partnerów logistycznych, dysponujących dostępną powierzchnią magazynową, i co najważniejsze – składem celnym umożliwiającym de facto bezcłowy tranzyt towarów np. z portu w Gdańsku, poprzez Polskę, a następnie na Ukrainę w celu zaopatrywania np. zlokalizowanych tam sklepów. W naszej ocenie nie jest to jednak jeszcze masowe zjawisko, mówimy o raczej pojedynczych zapytaniach – zastrzega Piętak. 

Czytaj więcej

Dobry październik dla importerów ciężarówek i przewoźników

Przedstawicielka AXI IMMO przyznaje, że w ostatnim czasie nie odnotowała zamkniętych transakcji w prowadzonych przez firmę procesach. – Obserwowana aktywność przypomina raczej rozpoznanie rynku i sprawdzanie dostępności powierzchni na wypadek konieczności szybkiego przeniesienia działalności lub podjęcia naprawdę ciężkich decyzji dla biznesu. Warto również pamiętać, że pomimo trwającej wojny rynek magazynowo-przemysłowy w Ukrainie nadal funkcjonuje i rozwijane są tam nowe inwestycje – wskazuje Nowik.  

Nawet gdyby projekty nie zmaterializowały się, to zakończenie wojny znacznie zwiększy znaczenie Podkarpacia. – Na przestrzeni kolejnych miesięcy znaczenie tego województwa w logistyce rozwinie się i z czasem będzie się umacniało. Dotyczy się to nie tylko Rzeszowa, Jasionki czy Mielca, które już teraz są chętnie wybieranymi lokalizacjami przez firmy, ale również wschodzące i rozwijające się rynki jak Dębica, Krosno, Sokołów Małopolski czy Stalowa Wola. Przez wojnę Podkarpacie może stać się dużo szybciej jednym z głównych centrów dystrybucyjnych niż jeszcze było to prognozowane rok temu, ponieważ jest to dobra lokalizacja służąca w przyszłości rozwoju biznesu, blisko pogranicza polsko-ukraińskiego – prognozuje Kołata.

Niewydolna granica

Istotny jest czas uruchomienia operacji, ale równie ważne pozostają lokalizacja, dostępność transportowa, standard techniczny i całkowity koszt obsługi logistycznej. – Dla ukraińskich przedsiębiorstw magazyn w Polsce przestaje być wyłącznie kosztem operacyjnym. Coraz częściej staje się polisą ubezpieczeniową dla całego łańcucha dostaw – uważa przedstawiciel Deloitte. 

Czytaj więcej

Przewoźnicy samochodowi są „zarobieni”

Zatem Polska może stać się dla ukraińskich firm zapleczem dystrybucyjnym. – Teoretycznie dobrym pomysłem byłoby buforowanie największych zapasów po polskiej stronie granicy i województwo podkarpackie stanowiłoby najlepszy do tego obszar, z drugiej jednak strony istnieją ogromne bariery przepustowości przejść granicznych, co ma istotny wpływ na lead time i koszty samych towarów – ostrzega dyrektor handlowy 7R. 

Procedury graniczne będą hamowały przenosiny. – Ukraińskie podmioty mogą przenieść do Polski składy obsługujące rynek ukraiński, ale niewydolność na granicy i procedury celne utrudnią takie działanie. Czy Ukraińcy mają jednak jakieś inne wyjście? Dla naszej logistyki pojawienie się dodatkowego klienta to dobra wiadomość, szczególnie dla najsłabiej nasyconej obiektami magazynowymi południowo-wschodniej części Polski – ocenia przewodniczący Polskiej Izby Spedycji i Logistyki Marek Tarczyński. 

Zbombardowane magazyny

Rosjanie bombardują konsekwentnie magazyny. Zniszczyli obiekty wielu operatorów logistyczny (nawet działającego w Rosji FM Logistic) oraz ukraińskiej poczty i jej konkurenta, firmy kurierskiej Nova Post. 

Straty w skali kraju są trudne do oszacowania. – We wrześniu informowano w ukraińskim tygodniku Novoe Vremya o 2,1 mln m kw. zniszczonych magazynów klas A oraz B+, w nawet tym 1,5 mln m kw. w obwodzie kijowskim, a w samym tylko półroczu bieżącego roku nawet o 900 tys. m kw. – podkreśla Kołata. 

Czytaj więcej

Czy Orlen Paczka będzie drugim graczem na rynku kurierskim?

Przypomina, że swego czasu, minister Taras Wysocki wspominał o zniszczeniu nawet 90% magazynów. – W ciągu ostatnich miesięcy doszło jednak do nasilonych zniszczeń dużych centrów dystrybucyjnych największych ukraińskich sieci (ATB, Silpo, Epicentr). Największe straty poniósł ATB, najpopularniejszy ukraiński dyskont, który odpowiadał za ponad 30% nowoczesnego handlu detalicznego w kraju – zaznacza dyrektor handlowy 7R. 

Według komunikatu ATB, całkowicie zniszczone są cztery centra, kolejne trzy są mocno uszkodzone, a jeszcze jeden obiekt znajduje się na terytorium okupowanym w obwodzie chersońskim. – Łącznie to ponad 110 tys. m kw. utraconej powierzchni, a więc ponad połowa zasobów magazynowych firmy. Ostatnim głośnym przypadkiem dużego uszczerbku był też pożar kijowskiego magazynu wydawnictwa Knyholav, podczas którego zniszczeniu uległo ćwierć miliona książek – wskazuje Kołata.