Znów gęstnieje ruch na przejściach samochodowych. Odżywa tamtejsza gospodarka, co od razu uwidacznia się w rosnącym popycie na transport. Wojenne ryzyko spowodowało, że stawki są wysokie i przyciągają nie tylko polskich i ukraińskich, ale nawet rumuńskich przewoźników, których także widać na drogach Podkarpacia. Ciężarówki ukraińskie nie potrzebują zezwolenia na wjazd do UE. 

Czytaj więcej

Najlepszy rok w historii branży TSL. Ranking Logistyki

Na wjazd na Ukrainę ciężarówki czekają 2 dni, na wyjazd aż 5 dni, a kolejka tirów ciągnie się w kierunku Lwowa przez 20 km. – Samochody puste stoją z ładownymi, przez co kolejka znacznie się wydłużyła. odprawa pustego samochodu trwała 10 minut. Teraz stoją wszyscy, więcej jest przez to zamieszania – tłumaczy Natalia Plakhetko z firmy Angela Truck. 

Stojący po stronie ukraińskiej kierowcy nie mają żadnego zaplecza socjalnego. – Nie ma mycia, jedzenia, toalet. Kompletnie nic. Spać też nie mogą, bo muszą pilnować kolejki. Po takich kilku dniach w upale potrzebują kilku dni, aby dojść do siebie. Kierowcy buntują się, ale nic nie mogą zrobić – wzdycha Plakhetko. 

Dochodzi do przepychanek, ciężarówki omijające kolejkę mają wybijane szyby lub urywane lusterka. W kolejkach z zasady nie stoją jedynie cysterny. 

Do 25 lipca ciężarówki puste i pełne stały w dwóch różnych kolejkach. Ukraińscy przewoźnicy i służby zarzucali stronie polskiej, że dokonuje zbyt drobiazgowych kontroli. Domagali się uproszczeń, zwłaszcza przy wwozie do Polski zboża. 

Czytaj więcej

Branża kolejowa spodziewa się dużych opóźnień w interwencyjnym przewozie węgla

Kontrole fitosanitarne odbywają się od 8 do 16. Polskie służby tłumaczyły, że dokumentacja przewozowa jest często niekompletna i stąd długi czas odpraw. Najwyraźniej władze ukraińskie uznały, że do zmiękczenia polskiego stanowiska najlepiej posłużyć się przewoźnikami. 

Problem nie dotyczy wyłącznie przewozów ładunków. Gęstnieje także ruch autobusów. – Autokar przyjechał na przejście o 4 rano i był dopiero jedenasty w kolejce. Odprawy autokarów wymagają dużej liczby funkcjonariuszy – przyznaje przewodniczący Regionu Podkarpackiego ZMPD Tadeusz Furmanek. 

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Wydłużające się kolejki zniechęciły wielu przedsiębiorców do obsługi ukraińskiego rynku. Wskazują na słabą organizację pracy przejść granicznych. – Kontrole fitosanitarne odbywają się tylko od 8 do 16. Wystarczy, że mam drewnianą paletę na samochodzie i musi ona przejść taką kontrolę, czy nie wwożę do Polski jakiegoś robaka – opisuje Kazimierz Czaja z firmy Impet. 

Czytaj więcej

Magazyny zapełniane w jeden dzień

Wskazuje na niepotrzebną mitręgę administracyjną. – Najpierw celnicy wpisują do komputerów kierowcę, następnie to samo robi Straż Graniczna. Samochód musi kręcić się po terminalu, bo rentgen i waga nie są zbudowane w jednej linii. Ciężarówka wytypowana do rentgena musi wykręcać łamańce, aby wrócić do stanowiska prześwietlenia. Ważnie aut nie jest zautomatyzowane, każdorazowo musi podejść do stanowiska celnik i uruchomić wagę. To trwa czasem pół godziny. Na koniec jest szlaban, na którego otwarcie też czeka się nie za bardzo wiadomo po co – dodaje Czaja. 

W rezultacie, choć ruch jest o połowę mniejszy niż przed wojną, kolejki są duże i utrudniają przewoźnikom pracę.