Mercedes, Volvo, DAF oraz Iveco wybierają wodorowe ciężarówki, MAN i Scania uważają, że przyszłość ma napęd elektryczny. Instytut Fraunhofera stwierdził w ostatnio publikowanym raporcie, że „najprawdopodobniej wodór nie odegra ważnej roli w transporcie drogowym, nawet w ciężkich pojazdach”. Z raportu wynika, że nawet w ciężarówkach dalekodystansowych wodór ma mniej zalet niż napęd akumulatorowy. 

Instytut wskazuje, że problemem wodorowych ciężarówek może być także pozyskanie ekologicznego paliwa. Zielony wodór będzie potrzebny raczej w przemyśle. Popyt na ten gaz nie zostanie zaspokojony nawet w 2030 roku, szacuje Instytut. 

Czytaj więcej

Nowe rekordy cen frachtu. Pakiet Mobilności da w kość także nadawcom

Jego pracownicy podliczają, że w pojazdach o dużych przebiegach koszty energii mają największy udział w kosztach ciągnionych użytkowania i pojazdy akumulatorowe będą tańsze od wodorowych. Fraunhofer wylicza, że do kół bateryjnej ciężarówki dociera 75 proc. z energii pierwotnej (wytworzonej przez elektrownię). 

W przypadku pojazdu wodorowego, do kół dociera zaledwie 25 proc. wytworzonej energii. Powodem małej sprawności procesu jest przekształcenie energii elektrycznej w wodór i jego kosztowny transport. 

Na dodatek elektryczne (bateryjne) ciężarówki mają być już w 2025 roku tańsze w łącznym rozrachunku (zakupu i eksploatacji) od modeli z silnikami spalinowymi w całym okresie życia produktu. Jednak autorzy raportu Fraunhofera przyznają, że pojazdy elektryczne wymagają sieci ładowarek. Także wysokowydajnych, o dużej mocy, które naładują akumulatory podczas 45-minutowego postoju. 

Czytaj więcej

Statki w kolejkach do portów

Dlatego przemysł samochodowy domaga się od polityków wsparcia budowy sieci ładowarek. Zarazem większość marek przygotowuje elektrycznie napędzane modele, w pierwszej kolejności wersje dystrybucyjne. Importerzy zapowiadają wprowadzenie ich do polskiej oferty w tym i przyszłym roku.