Płonący od tygodnia na Atlantyku samochodowiec Felicity Ace ma na pokładzie blisko 4 tys. samochodów, w tym część elektrycznych. Nie wiadomo, czy to akumulatory litowo-jonowe spowodowały pożar, jednak one podtrzymują płomienie.

Czytaj więcej

Na ładowarki dla ciężarówek trzeba w Europie wydać 30 mld euro

Cytowany przez agencję Reuters João Mendes Cabeças, kapitan portu Faial na Azorach stwierdził, że ugaszenie statku „zajmie chwilę”. Wyjaśnił, że strażacy nie mogą używać wody, aby nie doprowadzić jednostki do utraty stateczności. Ponadto woda nie nadaje się do gaszenia litowo-jonowych akumulatorów. Specjalistyczny sprzęt do ich gaszenia jest w drodze. 

Strażacy nie weszli na pokład Felicity Ace, uważając, że jest to zbyt niebezpieczne. 

Statek wyruszył z Emden 10 lutego i płynął do Davisville na Rhode Island z ładunkiem wartym co najmniej 155 mln dol. Pożar wybuchł 16 lutego, 90 mil od Azorów. Całą, 22-osobową załogę już pierwszego dnia pożaru podjął zbiornikowiec Resilent Warrtior, skąd zabrał ich śmigłowiec portugalskiej marynarki wojennej.

Czytaj więcej

Producenci dalekodystansowych ciężarówek podzieleni w sprawie przyszłych napędów

Jednostka znajduje się 100 mil od Azorów. Armator Mitsui O.S.K. Lines zamierza odholować spisany na straty statek do jednego z portów Europy lub na Bahamy. Dwa holowniki już są na miejscu, a 26 lutego na miejsce ma dopłynąć z Rotterdamu duży holownik z wyposażeniem strażackim. 

Nie jest to pierwszy pożar statku z samochodami na pokładzie. Na koniec 2018 roku Sincerity Ace spłonął na Pacyfiku, 2000 mil na północny zachód od Hawajów. W tamtym pożarze zginęło 5 członków załogi samochodowca. Powodem pożaru była niewłaściwie odłączony akumulator kwasowy w jednym z używanych samochodów. Trzy miesiące później w Zatoce Biskajskiej spłonął statek kombinowany: prom i kontenerowiec Grande America. 

Czytaj więcej

Kolejarze: transport drogowy jest zbyt tani

Nie do końca poznane są zasady użytkowania akumulatorów litowo-jonowych. W październiku 2019 roku zapaliły się one na norweskim promie Ytterøyningen. Jednostka wróciła o własnych siłach do portu, jednak po kilku godzinach wybuch wydobywającego się z akumulatorów gazu poważnie uszkodził ją. Dostawcą akumulatorów dla tego promu była kanadyjska firma Corvus Energy.