Projekt ekologiczny LNG umarł, Putin wszystkich załatwił – stwierdził jeden z przewoźników, który podobnie jak setki innych kupił ciężarówki na płynny gaz ziemny. Samochody przynosiły zyski, gdy paliwo kosztowało 0,8-0,9 euro. Takie ceny płacili jeszcze w lipcu, ale od w kolejnych miesiącach zaczęły się podwyżki. W listopadzie muszą płacić nawet po 2 euro za kilogram LNG. 

Przy takich cenach używanie samochodu na LNG nie ma sensu, paliwo jest zbyt kosztowne, a zleceniodawcy nie chcą płacić wyższych stawek za przewozy.

Najwyższe wzrosty notowane są w Polsce, gdzie to paliwo było wyraźnie tańsze niż na zachód od Odry. Po podwyżkach zbliżyło się poziomem cen do średniej europejskiej. Na stacji firmy Bisek w Kostomłotach podwyżki wyniosły 130 proc., gdy w Europie Zachodniej sięgnęły 70-80 proc. 

W Europie brakuje gazu, magazyny większości krajów wypełnione są w 60-70 proc. a tymczasem nadchodzi sezon grzewczy. 

Prezydent Rosji Władimir Putin obiecał dostawy gazu do Europy, co doprowadziło (razem z ciepłym tygodniem) do spadku giełdowych cen LNG z 30 do blisko 20 dol. za MMBtu, ale na początku listopada znów poszły w górę, ponieważ obiecane ilości nie dotarły do odbiorców. Na dodatek Algieria przestała wysyłać gaz do Hiszpanii, ponieważ oba kraje nie uzgodniły warunków przedłużenia wygasłej 25-letniej umowy.  

W Chinach gaz zastępuje węgiel, którego brak mocno odczuwa chińska gospodarka. Jednocześnie światowi liderzy zlecieli się prywatnymi odrzutowcami do Glasgow, gdzie debatują nad ograniczeniem emisji gazów cieplarnianych.