Brak infrastruktury oraz programów dofinansowania zakupu zeroemisyjnego taboru może stać się końcem branży polskiego transportu drogowego. – Jeżeli w Polsce nie będzie ładowarek, przewoźnicy nie będą kupować elektrycznych ciężarówek i na Odrze pojawi się nowa, tym razem technologiczna granica – obawia się prezes Scania Polska Wojciech Rowiński. 

Czytaj więcej

Ostatnie 4 lata spokoju dla przewoźników drogowych

Podobne spojrzenie ma prezes Daimler Truck Polska Przemysław Rajewski. – Polskie firmy zdobyły jedną trzecią unijnych przewozów międzynarodowych i dobrze byłoby, abyśmy grali cały czas w pierwszej lidze. Unia Europejska wymusi ruchy i przyspieszy wdrażanie zeroemisyjnych napędów – przewiduje Rajewski. 

Uważa, że przedsiębiorcy przystosują się do nowych warunków. – Rok temu mieliśmy duże obawy towarzyszące wejściu Pakietu Mobilności, ale w sumie nowe regulacje okazały się dużą szansą dla całej branży, jesteśmy świadkami napływu do Polski firm transportu drogowego: od małych graczy po gigantów – wskazuje Rajewski. 

Dopłaty do ciężarówek

Transport i jego klienci nawet zaczynają testować nowe napędy. Spółki Raben oraz Ikea kupiły wspólnie elektryczny ciągnik Volvo, który od kilku miesięcy kursuje między dwiema polskimi fabrykami producenta mebli. Volvo i Renault sprzedały kilka samochodów do firm komunalnych. 

Producenci ciężarówek deklarują, że do 2039 roku znikną z oferty diesle. – Akceptacja zeroemisyjnych napędów zależy od oferty produktowej, infrastruktury oraz porównywalności kosztów. Jeżeli te warunki będą spełnione, transport bez ociągania przejdzie na nowe napędy – przekonuje prezes Daimler Truck Polska. 

Czytaj więcej

Nadawcy wolą ciężarówki od kolei

Wskazuje na Austrię, Belgię, Niemcy, Szwajcarię, które oferują wsparcie dla e-ciężarówek. – Potrzebne jest rządowe wsparcie. Elektryczne ciężarówki są dwa razy droższe od spalinowych i np. w Niemczech dopłata pokrywa 80 proc. dodatkowych kosztów. W Szwajcarii zeroemisyjne auta nie płacą myta i klienci wchodzą w to. W Polsce nie mamy wsparcia, a przydałby się program „mój elektryk” obejmujący ciężarówki. Obawiamy się, że w przeciwnym wypadku zostaniemy skansenem Europy z dieslami, ponieważ kraje UE opodatkują emisje CO2 – prognozuje Rajewski. 

Zaznacza, że polski rząd także przewiduje podobne rozwiązania fiskalne. Z racji wyższej ceny elektryki będą dłużej używane od spalinowych, aby spłacić inwestycję w ekologiczny tabor. W zachętach pomogą także regulacje np. zakaz wjazdu diesli do centrów miast. 

Wyższe ceny diesli

W 2027 roku wejdzie norma Euro VII, która znacznie podniesie ceny ciężarówek i zmniejszy różnicę cenową pomiędzy dieslem i elektrykiem. Koncerny samochodowe postanowiły same zainwestować w ładowarki. Daimler truck, Traton (marki MAN i Scania) oraz Volvo powołały spółkę, która w Europie zainstaluje 1700 ładowarek dużych mocy. KE wydała zgodę na taką współpracę. 

Unijne rozporządzenie AFIR przewiduje, że na głównych trasach ładowarki muszą stanąć co 60 km. Scania podpisała porozumienie o dostawach i instalacji ładowarek z zielonogórską firmą Ekoenergetyka, podobne zawarł z nią Daimler Truck Polska. – W fabryce w Woerth byliśmy w hubie ładowarek i tam pokazywane są zaaprobowane przez naszych techników ładowarki. Wśród nich jest także urządzenie Ekoenergetyki. Elektryfikacji uczymy się wszyscy. Musimy oferować usługę zarzadzania produktami, a kluczowe jest inteligentne ładowanie – podkreśla szef sprzedaży Daimler Truck Polska Piotrek Urban. 

Czytaj więcej

Rozpala się wojna na samochodowe baterie

Uprzedza, że w tym roku jego firma zacznie wdrażać technologie zeroemisyjne. – Zakładamy, że w 2030 roku będziemy sprzedawać tyle samo elektrycznych ciężarówek co spalinowych – kończy Urban.