W niektórych branżach, które obsługujemy widać zmniejszenie dynamiki wzrostu. E-handel cały czas rośnie, ale obserwujemy spowolnienie związane z ograniczeniem konsumpcji. Istotnym czynnikiem jest z pewnością element inflacyjno-kredytowy, który zmniejszył budżety konsumentów, co w logistyce przekłada się na konieczność rewizji pierwotnych prognoz wolumenowych – ocenia dyrektor Sprzedaży i Relacji z Klientami No Limit Maciej Rybak. 

Prezes Jas-FBG Jarosław Domin zauważa nieznaczny spadek ilości zleceń na Zachodzie. – Spowolnieni widoczne jest także na wschodniej granicy. Z powodu sankcji kończą się kontrakty i wygaszane są przewozy drewna, materiałów budowalnych, co widzimy po malejącej liczbie zleceń agencji celnych. Natomiast nie widzimy zmian w ilości przewozów na południe. Utrzymują się na takim samym poziomie co w pierwszym kwartale roku. Na tym kierunku robimy dużo przewozów polskiego eksportu spożywczego na Węgry i do Rumunii – opisuje prezes Jas-FBG. 

Czytaj więcej

Staje transport, bo brakuje kierowców, a oni czekają w urzędach na dokumenty

PKO Research podlicza, że produkcja przemysłowa w strefie euro w marcu odczuła zerwane łańcuchy dostaw w związku z rosyjską agresją na Ukrainę i polityką „zero-covid” w Chinach. Produkcja spadła o 1,8% m/m, głównie ze względu na ponad 7-procentowy spadek produkcji w motoryzacji. Szczególnie mocno spadki odczuwalne są w Niemczech. W marcu tamtejsza produkcja sektora spadła o 14,0%, w tym produkcja samochodów o 17,1% m/m. Motoryzacja od kilku kwartałów ciągnie w dół niemiecki przemysł. 

Analitycy PKP Research podkreślają, że Niemcy są kluczowym krajem docelowym, na terenie którego polskie firmy świadczą usługi transportowe. Ich udział w tego rodzaju przewozach międzynarodowych (całkowicie poza granicami naszego kraju) wzrósł z 56,4% w 2011 roku do 73,5% w 2020 roku. 

Rosnące koszty i brak kierowców

Jednak nie wszystkie firmy raportują spowolnienie. – Sytuacja w Niemczech nie odbija się na transporcie. Otrzymujemy nawet więcej ofert niż możemy przerobić ze względu na brak kierowców – zaznacza Marek Gunia z firmy Batim.

Czytaj więcej

Busy nie znikną, klienci chcą mieć wybór i oczekują usług na żądanie

Także Łukasz Zawadzki z Sachs Trans uważa, że brakuje aut, a pracy jest dużo. – Klienci zachodni potrzebują coraz więcej aut. Stawki też non stop rosną, ale obawiamy się, że będzie brakowało ludzi. W przeciwieństwie do poprzedniego roku nie ma nadwyżki chętnych i przewidujemy, że zabraknie kierowców. Żeby zachęcić do tej pracy znów będziemy musieli podnieść wynagrodzenia – przypuszcza Zawadzki.

Dyrektor No Limit przyznaje, że w ostatnim półroczu biznes nie jest łatwy od strony planowania kosztów. Wynagrodzenia kierowców rosną od lat, w ostatnich kwartałach ruszyła inflacja. – Od momentu rozpoczęcia odmrażania gospodarki w drugiej połowie 2021 roku, wyraźnie wzrosły koszty operacyjne. Już jesienią 2021 roku ceny paliwa osiągnęły rekordowe poziomy. W grudniu 2020 roku hurtowe ceny paliwa ekodiesel wynosiły 3,5 tys. zł, zaś w marcu-kwietniu b.r. osiągnęły poziom 6,8 tys. zł co stanowi ponad 90-procentową podwyżkę na przestrzeni 15 miesięcy. Dla branży TSL jest to duże wyzwanie. Na tę sytuację nakłada się rosnąca z miesiąca na miesiąc inflacja i wzrost kosztów energii – wylicza Rybak. 

Zmienność czynników makroekonomicznych powoduje zwrócenie większej uwagi na wydatki. – Najważniejsza jest efektywność operacji, to tu jest największy koszt. Dlatego ważne jest ciągłe doskonalenie procesów, gdyż musimy wspólnie z klientami szukać jak najlepszych rozwiązań – podkreśla dyrektor No Limit.

Czytaj więcej

Siemens Mobility goni Medcom

No Limit zdecydował się na elektryfikację transportu. – Nasza firma zainwestowała we flotę aut elektrycznych oraz kilkadziesiąt stacji ładowania. Równolegle dywersyfikujemy źródła pozyskiwania energii poprzez inwestycje w fotowoltaikę. – Dla niektórych naszych klientów już 30-40 proc. dostaw miejskich realizujemy za pomocą samochodów elektrycznych. Na dachach budynków instalujemy panele fotowoltaiczne. Tego typu inwestycje dają długofalowe korzyści i zabezpieczą nas przed dalszymi skokami cen energii – podkreśla dyrektor No Limit. 

Przyznaje, że wojna w Ukrainie też ma znaczenie dla branży TSL. – Wiele firm musiało podjąć decyzję o zakończeniu swojej działalności na Ukrainie i w Rosji. Oprócz tego oba państwa były kluczowym importerem i eksporterem produktów, co ma wpływ na kondycją wielu biznesów prowadzonych w Polsce – zaznacza Rybak. 

Rosnące zapasy

Wojna na Ukrainie i sytuacja gospodarcza mają też wpływ na polski rynek magazynowy, którego rozwój ostatnio przyspieszył. – Dwuletni okres pandemii i ograniczany dostęp do punktów sprzedaży tradycyjnej, przekierował popyt na e-commerce. Obsługa wielu drobnych zleceń od klientów indywidulanych cechuje się potrzebą zwiększenia przestrzeni magazynowej do przygotowania zamówień. Dodatkowo trudności związane ze zrywaniem łańcuchów dostaw wynikające z wielu nakładających się sytuacji jak: blokada miast w wyniku pandemii, braki kontenerów czy też ostatnio, skutki inwazji Rosji na Ukrainę i jej wpływ na kolejowy „jedwabny szlak”, powodują konieczność zwiększania zapasów, bo przyszłość jest trudna do zaplanowania – tłumaczy dyrektor zarządzający Supply Chain & Logistics Network Expert Grzegorz Lichocik. 

Zaznacza, że zapasy rosną u odbiorców detalicznych, ale głownie po stronie producentów, którzy nie mogą sobie pozwolić na braki części i podzespołów do produkcji.  

Czytaj więcej

Logistycy przygotowują się na rosnące potoki towarów, ale niepewność rośnie

Kolejnym aspektem, który w tym roku zwiększył popyt na powierzchnię jest wojna na Ukrainie i związana z nią pomoc jaką dostarczają organizacje nie tylko z Europy, ale z całego świata. – W marcu tego roku praktycznie wszystkie dostępne miejsca paletowe, w każdej firmie były najbardziej poszukiwanym zasobem. Znaczna część firm zdecydowała się udostępniać swoje powierzchnie woluntarystycznie, ale to oznacza, że brakowało tej powierzchni na prowadzenie codziennego biznesu – wskazuje Lichocik. 

Polska jest krajem, który cały czas się rozwija. Otwierane są nowe oddziały, realizowane są podpisane kontrakty z klientami, a decyzje z tym związane zapadają przynajmniej z rocznym wyprzedzeniem. Wiele z tych nowych powstających powierzchni to tzw. BTSy (build-to-suit) wynikające właśnie z takich umów. 

Lichocik ostrzega, że na rynku w kolejnych miesiącach da się odczuć znaczny wzrost kosztów nowych inwestycji, a wynikający ze wzrostu cen materiałów budowalnych.