Z badania Instytutu Keralla Research wynika, że 24 proc. firm transportowych obawia się w 2022 roku ryzyka upadłości. Pesymistyczny jest również lutowy wskaźnik koniunktury gospodarczej GUS. Branża kolejny miesiąc z rzędu negatywnie postrzega perspektywy dla swojej działalności. 

W wyniku wojny i międzynarodowych sankcji popyt na usługi transportowe na rynek wschodni załamał się praktycznie z dnia na dzień. Wraz z nim radykalnie spadły także stawki oraz podaż przewożonych towarów. Wg danych systemu Metrix analizującego rynek spotowy transportu drogowego, w pierwszych dniach konfliktu spadek zamówień na Ukrainę wyniósł blisko 97 proc. w ujęciu miesiąc do miesiąca. W przypadku Rosji było to 73 proc., a na Białoruś 60 proc. Redukcja indeksu stawek przewozowych wyniosła ponad 30 proc. dla Ukrainy i aż 78 proc. w przypadku Białorusi. – Branża szuka finansowania i przyspieszenia obiegu pieniądza, żeby mieć na raty leasingowe i odprowadzanie podatków – ocenia Marek Sikorski z Finea, firmy świadczącej usługi mikrofaktoringowe. 

Czytaj więcej

InPost nie boi się inflacji, jego model działania faworyzuje go w nowych warunkach

Ogólnopolski Związek Pracodawców Transportu Drogowego alarmuje, że od początku wojny Polskę opuściło już ponad 33 ze 110 tys. kierowców z Ukrainy. To kolejny problem dla branży, która od lat boryka się z brakiem kadr.

Tym, co równie silnie pogrąża w ostatnich tygodniach branżę transportową, jest dramatyczny wzrost kosztów paliwa, w szczególności diesla. W ciągu kilku tygodni od rozpoczęcia konfliktu na Ukrainie jego i tak wysoka cena poszybowała z ok. 5,8 zł do poziomu nawet 7,99 złotych za litr na dystrybutorze w Polsce. Przewoźnicy posługujący się kartami paliwowymi płacili nawet ponad 12,2 zł za litr ON, po uwzględnieniu słabnącej złotówki. 

Na dodatek od lutego obowiązują bardziej rygorystyczne przepisy wprowadzone Pakietem Mobilności. Przewoźnicy mogą wykonać mniej kabotaży oraz muszą co 8 tygodni ściągać samochody do bazy. – Polscy przewoźnicy już stracili przez Pakiet Mobilności, który podniósł koszty i wprowadził skomplikowane regulacje. Np. do rozliczania czasu pracy kierowcy niezbędne są procesjonalne firmy, ponieważ mało kto dysponuje potrzebną do tego znajomością lokalnych przepisów – tłumaczy Robert Olszewski, właściciel firmy Robi z Kwidzyna. 

Czytaj więcej

Rosjanie robią zapasy, obawiając się zamknięcia granic dla ciężarówek

Wskazuje, że wzrosły nie tylko ceny paliwa. – Wypłaty wynagrodzeń kierowców są wyższe o 2,6 tys. zł. Dużo firm nie wytrzyma wzrostów kosztów. Przewoźnicy mają zobowiązania leasingowe, więc będą musieli spłacać raty i jednocześnie zjadać własny ogon. Klienci będą przeciągać wejście wyższych cen, opór jest duży. Do jesieni, może do zimy sytuacja się wyklaruje – przypuszcza Olszewski. 

Dodaje, że przepisy Pakietu Mobilności są nieprzemyślane. – Unia nie przygotowała długofalowej strategii dla transportu. Gdyby zaczęła przygotowania do wdrożenia Pakietu Mobilności od sprawdzenia natężenia ruchu, aby w odpowiednich miejscach zbudować parkingi strzeżone i hotele, takie działanie miałoby sens. Tymczasem kierowca musi iść do hotelu, ale nie ma gdzie zostawić samochodu, ba – nawet hoteli nie ma, podobnie jak parkingów. Widać to wieczorem, gdy kierowcy stawią samochody na wjazdach i wyjazdach z autostrady lub MOP. Za te wszystkie nieprzemyślane regulacje ostatecznie zapłaci Kowalski – przewiduje Olszewski.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM